ŚLADEM PRZYGODY

Marcin Siwek

Białoruska Puszcza Białowieska

"Trochę osób jeździ, większość wraca" - tak nam powiedziała Pani z PTTK w Białowieży, gdy poszliśmy załatwiać przepustki na Białoruś.

Żeby pojechać na Białoruś (bez wizy) niezbędny jest paszport, przepustka uprawniająca do przebywania na terenie tego kraju oraz odpowiednie ubezpieczenie. Z przepustką poruszać się można wyłącznie po wyznaczonych obszarach bezwizowych!

Przepustki, które Marcin najpierw sam wykupił wypełniając formularze na oficjalnej białoruskiej stronie, wcięło. Kasę za nie, przelaną na białoruskie konto, też. Telefonów po tamtej stronie granicy nikt nie odbierał, na maile w języku polskim i angielskim odpowiadała białoruską cyrylicą, niczym komputerowy automat, niejaka Olga. Nie udało się wyjaśnić tej sprawy pewnemu Panu z Podlasia znającemu język białoruski. PTTK w Białowieży nawet nie zamierzało pomóc, zaoferowało jedynie pośrednictwo w załatwieniu nowych przepustek. Czasu było mało, więc nie było innego wyjścia jak skorzystać z tej usługi. Po kilku godzinach, za pośrednictwem PTTK, nowe przepustki były gotowe do odebrania. W PTTK wykupiliśmy też obowiązkowe ubezpieczenie.

Lokalizacja: Białoruska Puszcza Białowieska

Przejście graniczne pieszo-rowerowe Grudki - Piererov. Na granicy kontrola paszportów i wymaganych dokumentów, sprawdzanie plecaków. Nie ma żadnych kolejek, jest kameralnie i spokojnie. Tuż po przekroczeniu granicy należy udać się do drewnianej budki (Punktu Informacji Turystycznej), żeby wykupić bilety wstępu do siedziby Dziadka Mroza, wolierów i Muzeum Przyrodniczo - Leśnego. Bilety na te atrakcje trzeba wykupić obowiązkowo, nawet jeżeli się do tych miejsc nie wybieramy albo wiemy, że nie zdążymy wszystkiego zobaczyć.

Punkt Informacji Turystycznej na Białorusi.

O tej porze roku z granicy o godz. 11.00 czasu białoruskiego (godz. 9.00 czasu polskiego) powinien odjeżdżać autobus kursowy do miejscowości Kamieniuki oddalonej o ok. 30 km, którym zamierzaliśmy pojechać. Bilet na autobus jest wliczony w cenę wykupionych atrakcji.

Tego dnia na granicy są: litewska wycieczka jadąca prosto do Kamieniuk, kilkuosobowa grupa polskich turystów z dziećmi odbywająca wycieczkę objazdową, dyrektor podlaskiego hotelu i my. Obie wycieczki mają podstawione autokary. Dyrektor hotelu, który chce się dostać do Kamieniuk przyłącza się do grupy z Litwy. Nam miła Pani przewodnik grupy polskiej proponuje, że możemy się zabrać z nimi. Korzystamy z tej oferty, bo wiemy, że w ten sposób uda nam się więcej zobaczyć. Ale w związku z tym musimy dodatkowo dokupić jeszcze w Informacji Turystycznej bilet do Muzeum Tradycji Ludowych, bo to miejsce w programie wycieczki ma grupa z Polski.

Obowiązkowe bilety na tutejsze atrakcje...

...oraz najważniejszy dla nas bilet - do Dziadka Mroza.

Wszystko zostaje ustalone z Panią z Informacji Turystycznej i wygląda to tak jakby ona decydowała, że autobus kursowy w tym dniu na przejście graniczne nie przyjedzie.

Grupie, z którą jedziemy, towarzyszy wspomniana przewodnik Pani Nina oraz przewodnik białoruski Anton. Na chwilę zatrzymujemy się na mostku na Carskim Trakcie (drodze wykonanej w okresie rządów cara Rosji Aleksandra III) i oglądamy carski herb.

Most na Carskim Trakcie.

Carski herb z bliska.

Potem jedziemy do Muzeum Tradycji Ludowych - skansenu, w którym można zobaczyć różne eksponaty z tradycyjnego gospodarstwa, m. in. piec, pająk wiszący pod sufitem, kołowrotek, krosno, buty. Kiedy dzieci oglądają klatki ze zwierzętami, dorośli zwiedzają w tym czasie sąsiedni budynek - bimbrownię z aparatem samogonnym. Pani Nina już wcześniej zapowiadała, że w skansenie będzie "surprise". W małej restauracji na każdego turystę czeka pudełko-niespodzianka, a w środku kieliszek bimbru i kromka chleba z boczkiem jako zagryzka.

Muzeum Tradycji Ludowych - skansen.

Bimbrownia w skansenie.

Kolejnym punktem programu jest siedziba Dziadka Mroza, cel licznych wycieczek nie tylko dzieci. Bramy do tej krainy strzegą strażnicy i zostaje ona otwarta na prośbę odwiedzających gości.

Pilnie strzeżona brama do siedziby Dziadka Mroza.

Po siedzibie Dziadka Mroza oprowadzają animatorzy w bajkowych strojach, którzy na nogach mają walonki. Wśród atrakcji znajdują się drewniana królewna Śnieżka i krasnoludki, młyn mielący grzechy, choinka, pod którą grupy zwiedzających po kolei wykonują rytualny taniec, pomnik Nowego Roku.

Atrakcje siedziby Dziadka Mroza.

Jest też dom samego Dziadka Mroza, którego stojąc pod drzwiami należy wywołać odpowiednim białoruskim zawołaniem: ”Дедушка Мороз, появись, пожалуйста!”. Dziadek Mróz wychodzi wtedy z domu ze swoją córką Śniezynką, rozmawia z gośćmi i pozwala się fotografować.

Dom Dziadka Mroza!

Дедушка Мороз, появись, пожалуйста!

Dziadek Mróz i Śnieżynka przed swoim domem.

Na koniec wizyty bilety wstępu wymienia się na ładnie zapakowane w kartonowe pudełko ciastko w kształcie choinki. W tym miejscu można jeszcze skorzystać z restauracji, która oferuje m.in. rosyjskie bliny z różnymi dodatkami. Tyle, że całe menu jest zapisane cyrylicą.

Pyszne byliny z dżemem malinowym.

Muzeum Przyrodniczo - Leśne jest bliźniaczo podobne do tego z Białowieży, ale wszystkie napisy są po białorusku. Naprzeciwko muzeum znajdują się woliery ze zwierzętami: żubry, wilki, daniele, niedźwiedź, ryś i inne. Pani Nina zwraca uwagę na resztki jedzenia wokół klatek, bo tutaj odwiedzający, nie zważając na zakazy, dokarmiają zwierzęta.

Woliery ze zwierzętami.

Białoruskie Muzeum Przyrodniczo - Leśne.

Po drodze zatrzymujemy się obok 600 - letniego Dębu Patriarcha i oglądamy 400 - letnią sosnę Olbrzymią. A później jedziemy do Kamieniuk (białoruski odpowiednik Białowieży).

Imponujący 600 - letni Dąb Patriarcha!

W samych Kamieniukach niewiele widzieliśmy: cerkiew św. Georgija, hotel, bank, ambulatorium, sklep, trochę domów przy głównej ulicy. Sklep jest dobrze wyposażony. W zasadzie dwa sklepy, bo w jednym budynku mieszczą się sklep prywatny i państwowy. Można tu kupić nawet walonki.

Cerkiew św. Georgija w Kamieniukach.

Ulica w Kamieniukach.

Im dalej w boczne uliczki tym biedniej.

Sklep w Kamieniukach w którym robimy zakupy.

W drodze powrotnej ponowna kontrola paszportów i bagażu. Na polskiej granicy, podczas odprawy celnej, zgłaszamy jeszcze co przewozimy ze sobą na terytorium RP.

Na Białorusi obowiązującą walutą jest rubel. Wszędzie można płacić kartą. Po angielsku raczej nie dogadamy się. Można się porozumieć mówiąc w języku rosyjskim i polskim.

Drobne upominiki z Białorusi dla najbliższych.

Wycieczka była bardzo udana. Szkoda tylko, że trwała tak krótko. Aby wszystko dokładniej zwiedzić, potrzeba własnego środka lokomocji. Najlepiej więc na stronę Białoruską wybrać się rowerem.

Powrót na stronę główną

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!