ŚLADEM PRZYGODY

Marcin Siwek

Chorwacja to nie tylko plaże

Czy warto jechać do Chorwacji jeśli nie lubimy wylegiwać się na plaży? Czy jest tam coś wartego uwagi oprócz powszechnie znanych kurortów? Przekonajcie się sami, co udało się nam zobaczyć w ciągu kilku dni które tam spędziliśmy.

Dzień I

Dzień pierwszy to dzień podróży. Do Chorwacji udajemy się w spokojnym tempie dzieląc podróż na dwa dni. Nocleg zaplanowaliśmy na Węgrzech w pobliżu jeziora Balaton. Aby uniknąć drogich cen w apartamentach oraz dużych hałaśliwych campingów nad wodą, znajdujemy ciekawą alternatywę. Jest nią malutki rodzinny camping w miejscowości Balvanyos, znajdującej się 10 minut drogi na południe od Balatonu. Miejsce to nazywa się Szellos Ret i można je zarezerwować przez stronę www.booking.com.

Lokalizacja: Camping Szellos Ret

Nasz namiot na campingu Szellos Ret...

...po zmroku było cicho i spokojnie.

O tej porze roku camping był pusty i spokojny. Co nie oznacza, że było na nim nudno. Właścicielka campingu wraz z córką oraz matką przyrządzały konfitury w letniej kuchni polowej. Panie pracowały przy akompaniamencie węgierskiej muzyki ludowej. Spokojne tempo pracy, ciepły letni wieczór, wszędzie plątające się domowe zwierzaki. Wszystko to wytworzyło niesamowitą rodzinną atmosferę wiejskiego życia. Aż chciało by się tam zostać na dłużej! Jako ciekawostkę dodam, że ponoć Właścicielka campingu prowadzi różne zajęcia dla przyjezdnych, w tym jogę. Camping można śmiało polecić, nie tylko jako noclegownię po drodze na Bałkany.

Tętniąca życiem letnia kuchnia na campingu.

Dzień II

W połowie drugiego dnia dojeżdżamy do Chorwacji. Spontanicznie zjeżdżamy z autostrady i wstępujemy na chwilę nad Adriatyk. Dla Ani jest to pierwsze zetknięcie się z tym morzem. Odpoczywamy po podróży, kąpiemy się i ruszamy w kierunku zatoki Novigradsko More.

Pierwszy przystanek na Chorwacji to obowiązkowo Adriatyk.

Po drodze zatrzymujemy się nad zatoką Novigradsko More na kilka zdjęć. Zatoka ta jest mniej oblężona przez turystów w stosunku do bardziej otwartych na Adriatyk plaż wybrzeża chorwackiego. Kolejnym naszym punktem na trasie jest zwiedzenie miasteczka Novigrad.

Zatoka Novigradsko More.

Novigrad to malutkie miasteczko, którego mieszkańcy trudnili i wciąż się trudnią rybołówstwem. Jest malowniczo położone w jednej z odnóg zatoki Novigradsko More.

Lokalizacja: Novigrad

Novigrad widziany z drogi prowadzącej do miasteczka.

Nad miasteczkiem położone są ruiny zamku Tvrđava Novigrad. Z ruin rozciąga się imponujący widok na zatokę oraz góry Velebitu górujące nad nią.

Ruiny twierdzy Tvrđava Novigrad.

Widok z twierdzy na zatokę.

Ostatnim miejscem jaki odwiedziliśmy tego dnia był punkt widokowy na rzekę Zrmanja.

Lokalizacja: Punkt widokowy na rzekę Zrmanja

Miejsce to jest ciekawe nie tylko ze względu na niesamowite walory wizualne. Jest to również miejsce, gdzie nakręcono kilka scen do filmu Winnetou. W sumie 10 filmów o Winnetou zostało nagranych w Chorwacji. Punkt widokowy na rzekę Zrmanja jest jednym z bardziej znanych miejsc. Zainteresowanie turystów miejscami z filmu było tak wielkie, że w Chorwacji zrodził się projekt turystyczny “Śladami Winnetou", w ramach którego rozpoczęto m.in. ustawianie tablic w miejscach, gdzie rozgrywała się akcja filmów czy opracowano mapę turystyczną z opisem tych miejsc.

Scena ta jest dobrze znana wszystkim miłośnikom filmu Winnetou.

Z drugiej strony mamy widok na masyw gór Velebitu oraz szczyt Tulove Grede.

Dzień III

Dzień trzeci jest dość pechowy. Tego dnia w podgórskiej wioski Golubić gdzie nocujemy bardzo wieje i pada deszcz. Nie uda się zrealizować planu zejścia do doliny rzeki Krupa. Realizujemy więc plan alternatywny. Jedziemy do Zadaru.

Lokalizacja: Zadar

Po drodze okazuje się, że nie tylko my wpadliśmy na pomysł zwiedzania miasta w gorszą pogodę. Kręcimy się blisko 30 minut po Zadarze szukając miejsca do zaparkowania. W końcu udaje się zaparkować w galerii handlowej.

Zwiedzanie Zadaru rozpoczynamy od spaceru wzdłuż części portowej. W porcie znajduje się wiele stoisk z ofertami jednodniowych wycieczek morskich. Kawałek dalej mamy widok na otwarte wody Adriatyku. Tuż obok tego miejsca znajdują się dwie stosunkowo nowe atrakcje Zadaru. Pierwszą z nich jest nowoczesny pomnik słońca złożony z paneli słonecznych tworzących nocą kolorowy pokaz świetlny. Drugą atrakcją są pierwsze na świecie morskie organy, które tworzą muzykę w wyniku działania morskich fal. I to rzeczywiście działa! Z organów wydobywa się mnóstwo dźwięków, które o dziwo doskonale się ze sobą komponują.

Organy morskie w Zadarze.

Po odwiedzeniu promenady wchodzimy w głąb starego miasta. Idziemy do Rzymskiego Forum oraz pozostałości rzymskich budowli, które znajdują się obok kościoła Świętego Donata, będącego wizytówką Zadaru. Po drodze fotografujemy kolumnę koryncką.

Kościół Świętego Donata znajdujący się przy Rzymskim Forum...

...oraz Kościół Najświętszej Maryi Panny.

Dalej zwiedzamy odbudowaną w latach 90 starówkę Zadaru. Zaglądamy również do katedry św. Anastazji. W jej środku znajdują się malowidła ścienne z XIII wieku. Wychodząc z Zadaru mijamy po drodze Bramę Lądową, która uważana jest za najważniejszy renesansowy zabytek miasta.

Brama Lądowa w Zadarze..

Przestało wiać i zrobiło się cieplej. Wracamy w kierunku wsi Golubić. Po drodze postanawiamy spróbować dojechać do szczytu Tulove Grede, gdzie rzekomo prowadzi szutrowa droga. Na górze jest parking, skąd można w godzinę dotrzeć na szczyt góry pieszo.

Lokalizacja: Tulove Grede

Droga jest kręta i nie posiada barierek zabezpieczających przed wypadnięciem z szosy. Jedziemy powoli i ostrożnie. Po drodze mijamy tereny, które wciąż są zaminowane. Po 20 minutach przejeżdżamy obok nowo powstałej autostrady i ruszamy dalej drogą szutrową.

Widoki z trasy są niesamowite.

Droga jest jeszcze bardziej kręta i niebezpieczna, ale nie ma na niej dużych kamieni ani dziur. Niestety podczas jazdy czujemy, iż wiatr w tym miejscu wciąż wieje.

Fragment szutrowej drogi widzianej z pozycji kierowcy.

Na szczycie okazuje się, że nie bardzo jest gdzie zaparkować. Znajdują się tutaj tylko z dwa miejsca do zaparkowania. Główny parking jest jakieś 500 metrów wcześniej. Najgorszy jest jednak wiatr, który jest tak silny, że z trudem udaje się nam wyjść z auta. Robimy kilka zdjęć i wracamy. Niestety musimy zrezygnować ze zdobywania szczytu Tulove Grede.

Tulove Grede dalej pozostanie niezdobytym marzeniem.

Po powrocie do wioski Golubić, okazuje się, że tam pogoda wcale się nie zmieniła. Wciąż wieje, co wpędza nas w złe humory. Jest to o tyle ciekawe, iż tego dnia w Zadarze nie wiało w ogóle. Od właścicieli dowiadujemy się, że Golubić to najbardziej wietrzne miejsce w Chorwacji.

Dzień IV

Pogoda zgodnie z prognozą poprawiła się. Wyruszamy na całodzienną wyprawę kanionem rzeki Krupa.

Lokalizacja: Kanion rzeki Krupa

Niedaleko wsi Golubić znajduje się mały parking gdzie zostawiamy auto. Z parkingu rozciąga się niesamowity widok na kanion i jego okolice, które są bardzo puste. W czasach byłej Jugosławii mieszkało tutaj więcej osób. Dziś miejsce to świeci pustkami. Interior Chorwacki jest zupełnie inny, od tego co znamy na wybrzeżu. Warto zajechać w kilka takich miejsc, by mieć większe wyobrażenie o kraju oraz wojnie, która się tutaj wydarzyła w latach 90.

Widok z parkingu na kanion rzeki Krupa.

Już samo zejście do kanioniu jest niesamowitym przeżyciem.

Przez 30 minut marszu schodzimy cały czas stromo w dół. Po drodze naszym oczom ukazują się niesamowite krajobrazy na rzekę i jej dolinę. W końcu docieramy na sam dół kanionu. Znajduje się tutaj ponad stu letni most Kudin. Legenda głosi, iż został on wybudowany przez młodzieńca by móc przeprawić się na drugą stronę rzeki, gdzie mieszkała jego ukochana.

Most Kudin widziany ze szlaku.

Widok z mostu.

Dalej wyruszamy w kilku kilometrową wędrówkę w dół rzeki, do największych wodospadów jakie się na niej znajdują. Po drodze okazuje się, że w rzece jest relatywnie mało wody. Miejmy nadzieję, że wodospad Veliki Buk wciąż będzie widoczny.

Trasa wąwozem rzeki Krupa.

Wąwóz jest cichy, spokojny i opustoszały. Spotkać tutaj można jedynie wypasane krowy czy barany. Zastanawiamy się, w jaki sposób pasterze sprowadzają te zwierzęta na dół wąwozu. Wąwóz mimo dużych temperatur jest również bardzo zielony. Przypomina swego rodzaju oazę na pustyni. O tej porze roku dojrzewa tutaj wiele owoców.

Drzewa figowca rosnące wzdłuż rzeki.

Co ciekawe, nie wszystkie owoce były równie smaczne. Zależało to od gatunku drzewa.

Były również oliwki.

Na trasie zawieruszył się też Krokus, który chyba pomylił pory roku.

Po pewnym czasie docieramy do miejsca gdzie rzeka Krupa wpływa do rzeki Zrmanja. Kawałek dalej znajduje się wodospad Veliki Buk. Uczestnicy spływów kajakowych organizowanych na rzece Zrmanja, muszą w tym miejscu wyjść z kajaków, by sprowadzić je same z dużej wysokości wodospadu.

Dzięki kajakom widać jak dużym wodospadem jest Veliki Buk.

Schodzimy na dół wodospadu, a następnie idziemy kawałek przez rzekę by zatrzymać się na małej trawiastej wysepce. Mamy z niej przepiękny widok na Veliki Buk. Miejsce to jest jak z bajki. Spędzamy tutaj kilka godzin podziwiając okolice i opalając się w słońcu. Z żalem, będziemy opuszczać to miejsce.

Wodospad Veliki Buk. Fotografia nie oddaje jego wielkości.

Od czasu do czasu mijają nas zorganizowane grupy kajakarzy. To jedyni turyści, jacy tego dnia tutaj docierają.

Kolejnym punktem tego dnia jest dojechanie na camping Vransko Lake Crkvine oraz rozbicie namiotu. Po drodze wstępujemy na chwilę do klasztoru nad rzeką Krupa, a następnie szutrowymi drogami jedziemy w kierunku Adriatyku.

Dzień V

Dzień piąty mamy zamiar spędzić w Chorwacji w sposób klasyczny. Czyli trochę plaży, trochę widoków. Zaczynamy od krótkiego spaceru po campingu. Camping Vransko Lake Crkvine znajduje się nad jeziorem Vransko. Jest to największe jezioro w Chorwacji, które jest Parkiem Krajobrazowym. Nad Vransko przyjeżdżają miłośnicy obserwowania ptaków, których jest tutaj całe mnóstwo. Jezioro, stanowi przystanek dla migrujących ptaków z Afryki do Europy i na odwrót. Znajduje się w nim również dużo ryb.

Lokalizacja: Camping Vransko Lake Crkvine

Wchód słońca nad jeziorem Vransko.

Sam camping jest bardzo spokojnym miejscem, dlatego, że nie znajduje się przy samym Adriatyku. Niestety camping obecnie jest dość drogi.

Nasz namiot na tle jeziora.

Po drodze na plażę wstępujemy na punkt widokowy znajdujący się na niewysokiej górze w miejscowości Drage. Widać stąd wybrzeże Adriatyku z jego niebieskimi wodami, Vransko jezioro oraz wyspy Parku Narodowego Kornati.

Punkt widokowy na Adriatyk.

Dalszą część dnia spędzamy na plaży. Nawet jeśli tego nie lubimy, to trzeba chociaż raz w życiu zobaczyć ten niesamowity kolor wody w Adriatyku, oraz się w niej wykąpać. Najlepiej, na jakiejś mało znanej spokojnej plaży.

Nasze miejsce wypoczynku...

...i ten niesamowity kolor wody w Adriatyku!

Wieczorem jedziemy na punkt widokowy znajdujący się w górach za jeziorem Vransko. Sporo osób wybiera to miejsce, chcąc zobaczyć zachodzące słońce nad Adriatykiem oraz jeziorem Vransko. Co ciekawe, punkt widokowy jest płatny (22 zł od osoby), ale w cenę biletu wliczane są również dwie inne atrakcje (w tym ścieżka przyrodnicza nad jeziorem Vransko). Zachód słońca można również zobaczyć z innego miejsca obok punktu, chociaż jest on tam nieco mniej spektakularny.

Zachód słońca nad Adriatykiem oraz jeziorem Vransko (na pierwszym planie).

Dzień VI

O godzinie 4:30 nad ranem budzi nas zbliżająca się burza. Wstajemy i szybko zwijamy namiot, bo dziś odjeżdżamy dalszą drogę do miejscowości Marina. Przed wyjazdem idziemy jeszcze na ścieżkę przyrodniczą.

Ścieżka przyrodnicza wita wszystkich przybyłych taką tabliczką.

Dzięki przymusowej pobudce, nie musimy płacić za wstęp na ścieżkę, bo kasa o tej porze jest jeszcze nie czynna.

Drewniana ścieżka zawieszona jest wysoko nad bagnami.

Ale najważniejsze jest to, że udaje nam się zobaczyć wschód słońca. Kolory o tej porze dnia są niesamowite.

Wschód słońca nad jeziorem Vransko.

Są też duże ilości ptaków. Prawdziwy raj dla ornitologów.

Ptaki przebywające nad jeziorem Vransko.

Po drodze do Mariny wstępujemy w kolejne rzadko odwiedzane miejsce zwane Lisane Ostrovicke. Obok tej wioski znajduje się teren z bardzo charakterystyczną górą Mackov Kamen, na tle której kręcono filmy Vinnetou.

Lokalizacja: Lisane Ostrovicke

Góra z filmów Vinnetou Mackov kamen.

Góra Mackov Kamen ma bardzo charakterystyczny kształt. Niegdyś znajdował się tutaj fort Ostrovica, który pełnił kluczową rolę w obronie miasta Zadar. Jeszcze wcześniej miejsce to było świętym miejscem starożytnego kultu iliryjskiego. Ilirowie był to starożytny lud indoeuropejski zamieszkujący zachodnie Bałkany. Wszystko co o nich wiemy jest wciąż owiane tajemnicą, ponieważ nie zostawili po sobie żadnych pism. Obecnie u podnóża góry znajduje się kilkadziesiąt domów i spokojna wioska Ostrovica, której mieszkańcy żyją z uprawy roli. W tym miejscu możemy zobaczyć jak wygląda chorwacka prowincja.

Winogronowa aleja prowadząca do wioski Ostrovica.

Wstępujemy do Mariny gdzie robimy szybki obchód trasy jutrzejszego biegu. Następnie jedziemy zwiedzić Trogir.

Lokalizacja: Trogir

Zwiedzanie znów zaczynamy strefy portowej. Spacerując promenadą po jednej stronie obserwujemy stare miasto, a po drugiej wyspę Ciovo. Wzdłuż szerokiej promenady rosną wielkie palmy. Klimat jest niesamowity. Do portu w Trogirze co chwilę podpływają bardzo drogie jachty. Na wschodnim końcu promenady znajduje się Twierdza Kamerlengo.

Promenada w Trogirze.

Starówka Trogiru znajduje się na liście UNESCO. Znajdziemy w niej prawdziwe perełki średniowiecznego miasta, ale także greckie i rzymskie zabytki. Odwiedzamy między innymi XIII-wieczną Katedrę św. Wawrzyńca, która uchodzi za jedną z najwspanialszych budowli w Europie. Co ciekawe, obok miasta znajduje się lotnisko, więc nad Trogirem przelatuje codziennie mnóstwo samolotów.

Katedra św. Wawrzyńca.

Ale to co nas najbardziej zauroczyło to sieć wąskich, kamiennych uliczek średniowiecznego miasta. Jest ich tutaj całe mnóstwo i bardzo łatwo można się w nich pogubić. Koniecznie trzeba zarezerwować sobie trochę czasu na ich odkrywanie.

Kamienne uliczki średniowiecznego Trogiru...

...skrywają mnóstwo unikatowych miejsc.

Spory ruch turystyczny nie zraził wylegującego się w środku dnia kota.

Dzień VII

Tego dnia pogoda na bieg nam dopisała. Burze przeszły nocą, a słońce obecnie skrywało się za chmurami.

Lokalizacja: Marina

Charakterystyczna wieża w miejscowości Marina.

Przed biegiem zostaliśmy bardzo serdecznie powitani. Główny organizator Dario Kosor przygotował po angielsku materiały informacyjne o biegu specjalnie dla nas. Mieliśmy również odłożony pełny pakiet startowy, mimo iż płaciliśmy za zawody dopiero w dniu biegu.

Kameralna atmosfera biegu Marina Trail.

Pamiątkowe koszulki z biegu.

Na zawody stawiło się kilkudziesięciu zawodników. Do wyboru były dwa dystanse 11 i 22 kilometry. My startowaliśmy w tym dłuższym. Ania biegła turystycznie z aparatem fotograficznym w ręku, a ja miałem zamiar się ścigać.

Trasa biegu Marina Trail...

...była dobrze oznaczona. Dla każdego dystansu strzałki były malowane osobnym kolorem.

Na starcie ruszyłem z czołówką trzech pierwszych zawodników. Trasa dystansu 22 kilometrowego wiodła po kamienistych drogach półwyspu na południe od Mariny. Czekało na nas 800 metrów przewyższenia. Po pierwszym kilometrze droga zaczęła iść mocno pod górę. Zaczęło się dla mnie prawdziwe ściganie i stres związany z pozycją na której biegłem. I szło dobrze, aż do 15 kilometra, gdzie musiałem trochę zwolnić tempo z powodu zbytniego wyczerpania organizmu. I tak straciłem swoje miejsce na podium, ale decyzja była słuszna gdyż na metę wpadłem totalnie wyczerpany i musiałem przez blisko 2 godziny dochodzić do siebie. Walka o podium była fajna, ale trochę żałuję, że nie mogłem skupić się na widokach.

Meta biegu.

Za to Ania zrobiła piękną fotorelację z trasy i pomimo częstego używania aparatu, również dobiegła do mety z dobrym czasem. Na trasie było co fotografować. Od widoków po... lampion BnO na ostatnim punkcie kontrolnym biegu wraz z perforatorem. Każdy zawodnik musiał podbić swoją kartę na trasie.

Niezapomniana trasa biegu Marina Trail...

...oraz lampion BnO na trasie!

Po zawodach posililiśmy się, odpoczęliśmy, a na wieczór zajrzeliśmy jeszcze raz do Trogiru. Nocą miasto było bardziej tajemnicze i przez to jeszcze atrakcyjniejsze. Zwłaszcza wąskie uliczki!

Wieczorny spacer po Trogirze.

Nocą do Trogiru przypływa jeszcze więcej luksusowych jachtów.

Następnego dnia wyruszyliśmy do Bośni i Hercegowiny. Ale o tym będzie w kolejnym wpisie.

Powrót na stronę główną

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!