Śladem przygody

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!

Z Plandery na Dębowiec

Najciekawsze przygody bywają niezaplanowane. Pojawiają się spontanicznie na naszej drodze kiedy się ich nie spodziewamy. Ale przygoda nigdy nie rozpocznie się jeśli nie damy się jej ponieść. W przypadku tej wycieczki było podobnie.

Bez większego planu chwyciłem telefon i zrobiłem zdjęcie kawałkowi mapy, który wydawał się interesujący, po czym ruszyłem w drogę. Na mapie znajdował się fragment rzeki Dębowiec położony niedaleko Plandery (droga na Kochany). Rok wcześniej na wiosnę próbowałem dotrzeć w podobnym miejscu do Dębowca, ale nie udało się to z powodu licznych bagien otaczających ten teren. No to ruszamy w drogę!

Mapa fragmentu Dębowca płynącego przez podmokłe tereny.

Niedziela rano, minus 5 stopni na termometrze i strasznie duży wiatr. Powoli wjeżdżam w las. Wiatr targa mocno drzewami nad samochodem, miejscami na ziemi leżą połamane gałęzie. Nie wygląda to bezpiecznie. Staram się zaparkować auto w miarę odsłoniętym terenie.

Śnieżna droga z samochodu.

Po wyjściu z auta okazuje się że wieje mocniej niż przypuszczałem. Już po pięciu minutach marszu mam ochotę zawracać. Mocne podmuchy wiatru co chwila zrzucają z drzew śnieg, który opada na mnie z dużym impetem. Las przykryty jest 20 centymetrową warstwą zupełnie nie zdeptanego śniegu. Szkoda tak szybko rezygnować, idę więc dalej w kierunku drogi Na Wale. Poruszam się powoli na azymut przez las. Ponieważ wycieczka była zorganizowana na szybko i spontanicznie to nie mam ze sobą kompasu. Pozostaje mocna improwizacja przy wybieraniu trasy.

Droga Na Wale.

Po pewnym czasie docieram do drogi Na Wale. Wybór trasy już na tym etapie okazuje się nie trafiony. Bagna zaczynają się sporo wcześniej, a przecinki są ledwo widoczne. Improwizacji ciąg dalszy. Chwilami idę przez las, chwilami ścieżką, a czasem zawracam. Tym sposobem nałożyłem sporo drogi już samym początku wyprawy. Trzeba było iść głównymi drogami.

W końcu trafiam na Planderę. Przy mostku (widoczny na mapce) wita mnie rosnący stary dąb oraz nieustępujące podmuchy wiatru. Zniechęcony pogodą nie robię w tym miejscu żadnych zdjęć. Mimo to decyduję się pójść jeszcze kawałek wzdłóż cieku wodnego który dopływa do Dębowca.

Ciek wodny opanowały bobry. Widać ich świeże ślady na śniegu do pobliskich nadgryzionych drzew. Drugie tyle drzew leży już przewróconych na ziemi, które po chwili zaczynają całkowicie blokować przejście. Dodatkowo teren staje się coraz bardziej podmokły. Patrzę na mapę. Niedaleko powinna być przecinka idąca na wschód na wyżej położone tereny. Kawałek przez bagna i powinienem się wydostać.

Przecinka ginąca na bagnach.

Po kilkunastu minutach walki z załamującym się lodem na bagnach dotarłem do przecinki. Plan jest taki by przecinką dostać się do kolejnej idącej na południe, którą zawrócę do Plandery. Robię pożegnalne zdjęcie no i ruszam w dalszą drogę.

Po dotarciu do krzyżówki przecinek okazuje się że znajduje się tam kolejny ciek wodny. Tym razem zupełnie wyschnięty. Samo miejsce jest położone wysoko, mniej zarośnięte i suche. Pokusa kolejnej próby dotarcia do Dębowca jest zbyt duża. Idę.

Przemieszczam się kilkadziesiąt metrów po czym las znowu staje się trudny do pokonania. Nie mogło być inaczej. Tym razem przeszkodą jest zaśnieżony wysoki podszyt sięgający miejscami do pasa. Patrzę na mapę, powinienem być bardzo blisko celu. Kontynuuję wędrówkę.

Dębowiec zdobyty!

Udało się, nagle przede mną pojawił się Dębowiec. Co ciekawe teren w tym konkretnym miejscu nie jest bardzo podmokły. Dębowiec rozlewa się szeroko po gruncie, nie czuć gdzie się kończy a gdzie zaczyna. Jego przebieg jest zupełnie inny niż we fragmentach położonych bardziej na zachód Lasów Janowskich gdzie płynie sporymi wąwozami.

Pełen entuzjazmu postanwiam ruszyć w dół rzeki. Chęć zobaczenia dalszych fragmentów Dębowca jest większa niż obawa przed głębokimi bagnami.

Dębowiec ginący w leśnej kniei.

Dalej na zachód znajdują się bagna. Nie wiem tylko jak rozległe oraz czy uda się przez nie przejść. Trudno, ryzykuję. Inaczej nie było by przygody!

Śnieg skrywający bagienne niespodzianki.

Już po chwili marszu widzę że pod śniegiem znajduje się sporo wody. Dobrze że mam ze sobą kijki trekingowe, będzie można nimi badać grunt w razie potrzeby. Kijki doskonale sprawdzają się jako wsparcie w tego typu sytuacjach.

Dużo tej wody pod śniegiem?

Na razie płytko można iść!

Bagna i rozlewiska stają się coraz większe. Zaczynam kluczyć między nimi. Na szczęście woda częściowo jest zamrożona. Gdyby nie to trasa mogła by być nie do pokonania.

Lepiej omińmy ten niepewny teren.

Niesamowite fraktalne kształty Dębowca wynagradzają trudy wyprawy. Momentami stojąc na brzegu rzeki mam wrażenie że jestem poniżej jej poziomu wody. Cała okolica jest mocno wyludniona, prawodpodobnie rzadko ktokolwiek zapuszcza się w te rejony. Co ciekawe w okolicy nie widać śladów bytowania żadnych zwierząt. Cały czas robię nowe zdjęcia. Standardowo od długiego fotografowania przemarzają mi ręce.

Małe rozlewisko Dębowca.

Nie widać gdzie zaczyna się brzeg rzeki.

Kawałek dalej w dół rzeki i teren zaczyna wyglądać coraz groźniej. Tyle już przeszedłem że postanawiam iść dalej cokolwiek by się nie działo.

Co ten śnieg tam skrywa?

W końcu docieram do momentu gdzie przede mną jest wyłącznie zamarznięta woda. Nie wiadomo jakiej głębokości. Kijki momentami wbijają się głęboko. Rozglądam się za opcją wycofania się do pobliskiego lasu.

Bagna!

Na południe widzę gęsty świerkowy las. Może uda się tam dotrzeć. Obieram go za kierunek dalszej podróży licząc na bardziej suchy teren.

Świerkowy las sugeruje nadzieję na koniec bagna.

Snuję się powoli od pnia do pnia, od kępy trawy do kępy trawy. Załamujący się lód pęka złowrogo, a ja wpadam momentami dość głęboko w wodę.

Przygoda musi być.

Okazuje się że przy samym lesie świerkowym są kolejne duże obszary zalane wodą. Na szczęście widzę powalone drzewo po którym powinno dać się przejść. Mam nadzieję że uda się po nim przejść.

Droga po pniu do celu.

Po drugiej stronie rozlewiska zatrzymuję się na małą sesję fotograficzną.

Rozlewisko wodne o rdzawych kolorach.

Bagna za nami. Czy dalej będzie łatwiej? Widok na gęsty świerkowy las sugeruje że niekoniecznie. Ruszam w dalszą drogę.

Widok na dalszy etap wędrówki.

Po wejściu w las witają nas mocne podmuchy śniegu. Na szczęście teren okazuje się łatwy w przejściu. Jakiś czas temu musiała być tutaj przeprowadzona wycinka selektywna. Mam nadzieję że ominięte rozlewisko było ciekiem wodnym wzdłuż którego próbowałem iść na początku. W innym przypadku może być trudno go pokonać.

Wiatr rzucający śniegiem z drzew.

Ostatnie spojrzenie na rozlewiska.

Zgodnie z przypuszczeniami ciek wodny dopiero przede mną. Teraz już nie mam wyboru trzeba go w jakiś sposób przejść. Częściowo jest zamarznięty, ale lód nie wygląda stabilnie.

Ciek wodny dopływający do Dębowca.

Kijkami mierzę głębokość wody w kilku miejscach. Rów jest głęboki, nawet bardzo. Na szczęście kawałek na południe widzę starą bobrową tamę lub powalone drzewo. Spróbuję po nich przedostać się na drugi brzeg. Brodząc w wodzie przemierzam strumień.

Najlepsze zastosowanie kijków - badanie głębokości begien.

Ciek wodny pokonany ale okazuje się że to nie koniec. Dalej znajduje się kolejne bagno. Jeden za szybko zrobiony ruch i wpadam po kolana w wodę. Każdy następny krok tylko mnie pogrąża coraz bardziej w głębinę. Energicznymi ruchami staram się wydostać z tego miejsca. Zawsze pod koniec podróżny musi nastąpić porządna kąpiel! Kalosze są pełne wody. Trzeba będzie szybko dojść do samochodu, a to jeszcze kilka kilometrów przez las.

Głębokie i zdradliwe bagno.

Nim dotrę do drogi, którą mam zamiar wracać, trzeba ominąć zaśnieżony las z gęstym i wysokim podszytem.

Podszyt na zdjęciu nie wygląd na głęboki..

..ale zdecydowanie roślinność jest po kolana.

Po kolejnym stoczonym boju docieram do ścieżki. Jak dobrze znowu iść po twardym gruncie. Przygoda powoli dobiega końca. Jestem zadowolony że udało się dotrzeć w rejony opustoszałego Dębowca, przejść kawałek wzdłuż rzeki i wyjść przez bagna z drugiej strony. Teraz szybko do auta, nim nogi zdążą zamarznąć!

Niskie słońce oświetla zaśnieżoną trasę.

Po drodze mijam ścieżkę udeptaną wyłącznie przez zwierzęta. Nawet one poruszają się po drogach w taką zimę!

Trakt udeptany przez zwierzęta.