Śladem przygody

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!

Miasto wielkim placem zabaw

W opisie strony Śladem przygody jest wzmianka o tym, że przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku. Nie inaczej było w tym wypadku. Co jakiś czas Miejski Dom Kultury organizuje Gry Miejskie. Są to gry, które wykorzystują miejską przestrzeń jako teren rozgrywki. Gry Miejskie mogą mieć różnorodną tematykę, która zależy na przykład od okoliczności kiedy się odbywają. Zwykle gracze dostają kartę z pytaniami, na które muszą udzielić odpowiedzi, mapkę terenu po którym będą się poruszać oraz kartę gdzie będą wpisywać swoje odpowiedzi. Gra, w której uczestniczyłem dotyczyła tematyki Ogarniętego Rowerzysty. Czyli przepisy ruchu drogowego z punktu widzenia rowerzysty.

Przed startem odbyła się krótka odprawa techniczna. Dostaliśmy mapę, kartę z 10 pytaniami oraz kartę odpowiedzi. No to w drogę! Sprawa niby prosta ale już na samym początku okazało się, że nie jestem Ogarniętym Rowerzystą, bo mój terenowy sprzęt nie jest wyposażony w dzwonek. Pierwsze zadanie wymagało użycia sygnału dźwiękowego. Całe szczęście że jechałem w drużynie, w przeciwnym razie nie zaliczyłbym już pierwszego pytania. No chyba, że zacząłbym stukać nogami w ramę roweru albo coś podobnego co imitowało by dźwięk dzwonka rowerowego.

Odprawa techniczna przed wyruszeniem w drogę.

Drugie pytanie niby proste, ale również wymagało chwili zastanowienia. Zwłaszcza, jeżeli częściej poruszamy się po mieście jako kierowca samochodu, niż jako rowerzysta. Prawidłowe poruszanie się rowerem po mieście to nie taka prosta sprawa jak się z pozoru wydaje. Ścieżek rowerowych jest sporo ale ich przebieg nie jest tak oczywisty jak przebieg dróg asfaltowych. Do tego liczne zjazdy, przecięcia z chodnikami, krawężniki. Momentami miałem wrażenie, że to istny tor przeszkód. Gdzie mój samochód!

Szprychówka którą otrzymał każdy z uczestników zabawy.

Każde kolejne pytanie prowadzi do nowej lokalizacji i pozwala na odkrywanie szczegółów, które tam się znajdują. Niby dobrze znam miasto, ale okazuje się, że nie na wszystko zwraca się uwagę i nie sposób odpowiedzieć na pytanie nie będąc w miejscu wskazanym przez Grę. Wydaje mi się że jest to istotą Gier Miejskich. Zwrócenie uwagi na szczegóły i detale, które normalnie łatwo przeoczyć. Dotyczy to zapewne Gier Miejskich o różnej tematyce, zwłaszcza tych, które dotyczą architektury i zabytków miejskich.

Mapa obszaru w którym rozgrywała się gra.

Poruszaliśmy się od miejsca do miejsca i odpowiadaliśmy na kolejne pytania. Na tych parę godzin to mało interesujące, codzienne miasto stało się dla nas wielkim placem zabaw. Nie pamiętam czy kiedykolwiek wcześniej było równie interesujące. Po prostu chciało się jechać do kolejnego miejsca na mapie. Dodatkowo w przypadku tematyki gry Ogarnięty Rowerzysta rodzice mogli pokazać dzieciom jak należy prawidłowo poruszać się po mieście, a samochodowi wyjadacze zobaczyć jak to jest być z drugiej strony barykady. Każdy mógł znaleźć tutaj coś dla siebie. Warto wspomnieć również o zawartym w grze słodkim przystanku w cukierni oraz atrakcyjnych nagrodach dla tych co ukończyli wszystkie zadania. Szkoda tylko, że tak mało osób odkryło tę przygodę.