ŚLADEM PRZYGODY

Marcin Siwek

Pociągiem po Ukrainie

Tuż za naszą południowo - wschodnią granicą znajduje się najpiękniejsza trasa kolejowa Karpat. Trasa ta została wybudowana przez cesarza Franciszka Józefa w 1905 roku. Jej najciekawszy odcinek znajduje się pomiędzy miejscowościami Syanky - Volosyanka. Trasa liczy 18 km o różnicy wzniesień 370 metrów i wiedzie przez 6 tuneli oraz 27 wiaduktów.

Lokalizacja: Syanky

Ponieważ kolej przebiega blisko Słowacko - Ukraińskiego przejścia granicznego w Ubli, plan jest taki by podjechać tam autem i pokonać je pieszo. Dzięki temu zaliczymy dłuższy odcinek kolei i teoretycznie unikniemy samochodowego stania na przejściu granicznym.

Nocujemy we wiosce Velke Revistia. Wyjeżdżamy wcześnie rano tak, by o godzinie 6:30 być już na granicy Słowacko - Ukraińskiej w Ubli. Na miejscu okazuje się, że nie tylko my wpadliśmy na pomysł pieszego pokonania granicy. Wzdłuż drogi oraz w okolicznych krzakach stoi sporo samochodów, a mały parking przy granicy jest całkowicie zastawiony. Niektóre auta wyglądają na porzucone od dłuższego czasu. Szkoda, że nie ma tutaj większego parkingu, a samochód trzeba zostawić byle gdzie.

Granicę pokonujemy w niecałe 10 minut. Dalej czeka nas kilka kilometrów pieszej wędrówki. Plan zakłada przejście czerwonym szlakiem w kierunku miejscowości Velykyi Bereznyi, gdzie znajduje się duża stacja kolejowa. Szlak oczywiście jest nieoznaczony oraz niewidoczny w terenie. Dodatkowo w pewnym momencie prowadzi wzdłuż przygranicznego pasa kontrolno - śladowego. Mimo to decydujemy się nim iść. Po chwili trafiamy na uzbrojonych strażników granicznych. Podchodzimy do nich i pytamy czy można przejść dalej. Strażnicy odpowiadają, że dalej jest błoto. Traktujemy odpowiedź jako dwuznaczną i wycofujemy się z powrotem do głównej ulicy. Wzdłuż asfaltowej drogi również uda się dotrzeć do Velykyi Bereznyi, trasa będzie natomiast o kilka kilometrów dłuższa. Na szczęście do odjazdu pociągu mamy jeszcze blisko 2 godziny.

Po drodze mijamy małe przygraniczne centrum handlowe. Dalej docieramy do pierwszej zabudowy i rozwidlenia dróg. Stąd mamy jeszcze 5 kilometrów do stacji kolejowej. Po chwili marszu zatrzymuje się przy nas samochód na rejestracjach czeskich i proponuje podwiezienie. Wsiadamy. Kierowcą okazuje się Ukrainiec pracujący w Czechach. Podwozi nas pod samą stację kolejową i nie chce od nas żadnych pieniędzy. Do stacji kolejowej docieramy godzinę przed czasem.

Tory biegnące w kierunku Bieszczad.

Na stacji nie ma nikogo. Panuje cisza. W toaletach brak światła i wody. Rozkład jazdy zgadza się z tym podanym w Internecie. Siadamy i czekamy na przybycie ewentualnego kasjera. Mija 30 minut. W międzyczasie zjawia się para młodych Ukraińców. Podchodzą do okienka kasy i pukają donośnie kluczem w szybę. Po chwili zjawia się kasjerka. A więc to takie zasady tutaj panują! Ukraińcy śmieją się widząc nasze zdziwienie. Kupujemy bilety pokazując na kartce wydruk z podanymi miejscowościami dokąd chcemy jechać. Jest to najlepsza metoda jeśli nie zna się Cyrylicy. Nasz pociąg z Velykyi Bereznyi do Syanky odjeżdża o godzinie 9:54 czasu ukraińskiego, czyli o godzinie 8:54 czasu polskiego. Rozkłady jazdy sprawdzić można na stronie www.poezdato.net Koszt przejazdu wyniósł 27 hrywien czyli po kursie z tego dnia 3 zł 86 gr. Według rozpiski dostępnej na stacji to jest koszt za przejechanie 51-60 km pociągiem. A kosztuje tyle, co 1 litr paliwa na Ukrainie.

Podjeżdża nasz pociąg!

Przed odjazdem pociągu na stacji zjawia się sporo ludzi, w tym dużo Romów. Pociąg podjeżdża punktualnie. W samym pociągu jest jeszcze więcej ludzi jadących z wcześniejszych stacji. Podróżujący to osoby mieszkające lokalnie, turystów oprócz jednej grupy rowerzystów brak. Czekamy na stojąco, aż zwolnią się miejsca przy oknach. Pociąg sprawia wrażenie rozlatującego się. Mimo to, porusza się bardzo sprawnie i szybko. W środku znajdują się drewniane siedzenia. Wszyscy siedzą naprzeciwko siebie i gorąco dyskutują. Prawie nikt nie jest wpatrzony w telefon.

Wnętrze Ukraińskiego pociągu.

Przez szyby mało co widać, bo są bardzo brudne. Na szczęście, niektóre z okien dają się z trudem otworzyć. Początkowo trasa wiedzie wzdłuż lokalnej drogi asfaltowej, po której porusza się bardzo mało samochodów.

Niezapomniane widoki na ukraińskie Bieszczady...

...które uchodzą za bardzo dzikie i nieprzystępne.

Z okna obserwujemy góry, a poniżej sporo zabudowy w większości murowanej. Prawie przy każdym domu znajduje się dorodny ogródek warzywny. Od miejscowości Volosyanka zaczyna się najbardziej spektakularny odcinek. Tam też wysiada większość podróżujących. W końcu dalej są tylko góry. Od tego momentu przez okna rozpościerają się niesamowite widoki na okoliczne szczyty, lasy oraz łąki. Trasę najlepiej obrazuje poniższy film:

Film z podróży Koleją Zakarpacką.

Skaczemy z jednej strony pociągu na drugą, starając się zobaczyć jak najwięcej. Część podróżujących wygląda na zdziwionych naszym zachowaniem, a części nie podoba się to, iż otwieramy okna.

Szczyty nie są tak zarośnięte z uwagi na to, iż nie było tutaj nigdy wysiedleń ludności.

Widoki są naprawdę bardzo fajne i unikatowe dla tego miejsca. Zwłaszcza mosty, które niestety łatwo jest przeoczyć jeśli nie wychylimy głowy przez okno pociągu.

Aby móc robić zdjęcia, potrzeba wyjąć aparat za okno.

Jako ciekawostkę dodam, że kluczowe tunele strzeżone są przez strażników mających strażnice obok torów. Po drodze mijamy przełęcz Użocką skąd widać słupki graniczne i stronę Polską.

Miejscowość Syanky.

Anteny satelitarne są wszędzie.

Po niecałych 2 godzinach jazdy dotarliśmy do Syanky. Do odjazdu pociągu w stronę powrotną mamy 2 godziny. W tym czasie zwiedzamy wioskę. Jej nazwa pochodzi od Sanu, nazywanego tu przed niegdyś przez miejscowych „Sian”. Spacerujemy oglądając jak żyją tutaj ludzie. Zaglądamy do okolicznego sklepu by sprawdzić ceny i zaopatrzenie. Zapatrzenie jest takie sobie, ale ceny są dla nas bardzo korzystne. W końcu idziemy kawałek w kierunku granicy by zobaczyć polską stronę. Z Syanek dobrze widoczny jest szczyt Chaszczowata oraz jeśli się dobrze przyjrzymy to widać słupki graniczne

Kupujemy bilety na drogę powrotną. Tym razem sprzedaje je pani na peronie, ubrana po cywilnemu. Generalnie z biletami nie ma najmniejszego problemu. Albo kupimy je w kasie biletowej (pamiętajmy o stukaniu w szybę!), albo od kasjerki na peronie, albo po prostu w samym pociągu. Tak więc śmiało można wsiadać w ten pociąg na dowolnej stacji kolejowej. Gdybyśmy wiedzieli o tym wcześniej, to może zamiast w Syanky spędzilibyśmy te 2 godziny na innej stacji kolejowej w sercu Bieszczad.

Do nawigacji po takim terenie polecam Mapy czeskie www.mapy.cz Mapy te, inaczej niż nazwa wskazuje, obejmują nie tylko Czechy ale i wiele innych krajów. Posiadają warstwę turystyczną na której wyświetlane są szlaki, warstwice i wiele innych przydatnych szczegółów. Mapy pozwalają również obliczać ile czasu zajmie przejście poszczególnych odcinków szlaków turystycznych czy dróg. Co ciekawe, posiadają one informacje których próżno szukać w innych portalach, np. na temat istnienia niektórych szlaków. Oczywiście Mapy czeskie to nie tylko strona www, a przede wszystkim aplikacja na telefon. Co istotne mapy można pobierać na telefon, co jest niezbędne gdy nie mamy internetu. Od pewnego czasu korzystam głównie z nich.

Mapy czeskie na telefonie, podczas przejazdu koleją.

Powrót odbył się bez problemów. Na granicy spędziliśmy 30 minut, ale nie ze względu na kolejki, a ze względu na nieduże tempo pracy straży granicznej. Do Polski pojechaliśmy trasą wzdłuż Bieszczad w kierunku Medzilaborce, a następnie Komańczy. Asfalt był bardzo dobry, a widoki nie ustępowały tym po ukraińskiej stronie Bieszczad.

Czy warto pojechać? Zdecydowanie tak. Zarówno dla widoków jak i zobaczenia jak wygląda życie oraz świat po tamtej stronie Bieszczad. No i dla samej kolei, która wciąż tutaj służy jako główny środek podróży. Kto wie, czy za jakiś czas nie przestanie ona tutaj istnieć.

Powrót na stronę główną

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!