Śladem przygody

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!

Z Mistrzostw Województwa na Mistrzostwa Polski

Mistrzostwa Województwa w Biegach na Orientację za nami. Nadeszła pora na udział w Klubowych Mistrzostwach Polski. No prawie, bo aby móc tam wystartować, trzeba mieć licencję PZOS dla zawodnika oraz licencję dla klubu. Szczęśliwie w tym roku oprócz normalnych kategorii udostępnione zostały kategorie popularyzatorskie OPEN1 (krótka) oraz OPEN2 (długa). Dodatkowo Mistrzostwa organizował Lubelski Związek Orientacji Sportowej, czyli dobrze znani nam już organizatorzy. Nie mogliśmy nie skorzystać z takiego zaproszenia! Teren mistrzostw obejmował bieg w w Otroczy oraz w Lublinie. W piątek będzie bieg Sztafetowy, w sobotę Bieg Klasyczny, a w niedzielę Bieg Sprinterski.

Na dzień przed Mistrzostwami pojawiają się listy startowe. Okazuje się, że startujemy jako ostatni w 160 minucie zawodów! Czyli 2 godziny i 40 minut po pierwszym zawodniku. Zapowiada się długie czekanie. Na dodatek w regulaminie jest zasada, której nie znamy. Mowa o kwarantannie. Z opisu wynika, że trzeba będzie te 160 minut przeczekać na starcie razem ze wszystkimi zawodnikami. Trudno sobie wyobrazić te 500 osób czekających na start w środku lasu. W dzień zawodów wyruszamy wczesnym rankiem w drogę, by móc się zorientować jak to wszystko będzie wyglądać.

Dzień drugi Klubowych Mistrzostw Polski: Bieg Klasyczny w Otroczy

Po niecałej godzinie jazdy jesteśmy na miejscu. Droga do biura zawodów oraz na start prowadzi wąską asfaltową alejką pod górę. Już tutaj czuć niesamowitą atmosferę zawodów. Wzdłuż jezdni stoi pełno samochodów z rejestracjami z całego kraju. Na koszulkach maszerujących zawodników widzimy różne miasta: Gdynia, Warszawa, Szczecin itd. Zdaje się że orientaliści z całego kraju zjawili się na tej imprezie, w tym biegacze z kadry narodowej. Klimat wydarzenia jest niesamowity. Wszyscy się szykują, wiele osób nerwowym krokiem podąża na start zawodów. W powietrzu czuć napiętą atmosferę. Z jednej strony trochę żałuję, że nie będę mógł tego dnia stanąć do walki w kategorii M21. Z drugiej strony cieszę się, bo stres na tej rangi imprezie byłby zbyt duży jak na początkującego zawodnika w BnO.

Kilkaset metrów zaparkowanych samochodów.

Docieramy do biura. Dowiadujemy się, że kwarantanna obowiązuje i trzeba dotrzeć na start za około 45 minut. Organizatorzy pytają się nas czy mamy namiot. Tego zupełnie nie przewidziałem. Widzimy jak zawodnicy niosą namiot, krzesełka, parasole i cały pozostały osprzęt biwakowy by przetrwać tych kilka godzin na starcie. Dobry pomysł, ale my jesteśmy początkujący i kompletnie nie przygotowani w ten sposób. Następuje stresująca chwila. Nie wiadomo czy iść do auta szykować się na start, czy iść na start zorientować się jak to wygląda w rzeczywistości. Dodatkowo dzień jest chłodny i pochmurny, może padać deszcz. Zieleń również jest bardzo mokra bo cały tydzień padało. Nie wiemy jak się zorganizować.

Mobilne biuro zawodów.

Całe szczęście udało się porozmawiać z kimś, kto nam powiedział, że odwołano kwarantannę. Odetchnęliśmy z ulgą. Będzie można pójść na start dwa razy. Raz z aparatem na zdjęcia oraz drugi raz na sam bieg. No to idziemy! Jak tylko skończył się asfalt zaczął się less. I to less w pełnym tego słowa znaczeniu. Namoknięty przez wielodniowe opady przemienił się w istną kleistą maź. Buty były mokre już po pierwszym kroku, a my próbowaliśmy sobie wyobrazić jak wygląda trasa i wąwozy tego dnia..

Droga na start mocno działała na wyobraźnię zawodników.

Czołgamy się na start zawodów.

Po drodze słyszymy, że dzisiaj jest mało błota. Wczoraj na sztafetach to dopiero było mokro.

Niezapomniany klimat Mistrzostw w Otroczy.

Biegi w wąwozach porośniętych buczyną są bardzo trudne, o czym mieliśmy już okazję się przekonać. Trudność ta, poza nawigacją, polega na ekstremalnie ciężkim biegu. Bardzo strome ściany lessowych wąwozów, liczne przewrócone drzewa, zalegające wszędzie połamane gałęzie, błoto na dnie wąwozów, a to wszystko pokryte liśćmi które leżą tam przez okrągły rok. Wyobraziłem sobie ten teren skąpany strugami deszczu, albo podczas silnej letniej burzy. I stwierdziłem, że nie umiem sobie wyobrazić bardziej ekstremalnego biegu. Ooby tylko nie padało!

Obozowiska klubowe na mecie zawodów.

Na mecie zastajemy sporo klubowych namiotów oraz różnego rodzaju wyposażenia. W lesie trwa jeden wieki biwak. Wygląda to trochę jak ostatni obóz górski tuż przed atakiem na szczyt góry. I panująca atmosfera temu doskonale odpowiada. Będzie bardzo ciężko i będzie zacięta rywalizacja! To kolejny urok Biegów na Orientację.

Trwa oczekiwanie na start biegu.

Chłoniemy klimat i robimy kilka pamiątkowych zdjęć. Następnie schodzimy na dół do samochodu na posiłek i by przygotować się na start. Znów ponad kilometr drogi przez bagienne lessy.

Zawodnicy sprawdzają listy startowe.

Na parkingu panuje cisza, wszyscy zawodnicy są już na trasie albo na starcie zawodów. Czas dłuży nam się niemiłosiernie. Mimo, że startujemy w kategorii OPEN1 (koleżanka) oraz OPEN2 (ja) to dostaliśmy takie same numery jak pozostali zawodnicy. Miły gest ze strony organizatorów. Po godzinie czekania wracamy na start biegu.

Super pamiątka: numer startowy z Klubowych Mistrzostw Polski.

Po ponad 3h od momentu naszego przyjazdu do Otroczy w końcu stajemy na starcie. Taki urok wielkich zawodów, ale to też wlicza się w ich niesamowity klimat. Biegniemy jako jedni z ostatnich. Trochę to stresujące, bo mało kogo zobaczymy na trasie. Wciąż odczuwam pewien żal, że nie biegnę tego dnia M21. No nic, zrobię chociaż dobry trening w OPEN2.

Rozgrzewka musi być zrobiona niezależnie od panujących warnunków.

Wybija minuta mojego startu. Ruszam w drogę. Punkt kontrolny numer 1 jest łatwy. Chwilę drogą, a później przy gęstwinie trzeba odbić w prawo tuż za pierwszą muldą. Trafiam na punkt prawie idealnie. Przy 2 punkcie trochę się waham. Niepotrzebnie, trzeba było biec na azymut na zarośnięty teren. W tym momencie pojawia się lekki stres. Ten bieg wcale nie będzie taki prosty jak mi się wydawało. Cieszy mnie to, że trasy OPEN2 nie potraktowano lekko. Po 3 punkcie przypominam sobie żeby włączyć GPS. Nie bardzo wiem skąd zaatakować 4 punkt. No nic, biegnę przez szczyt góry. Zamiast na azymut to biegnę dalej na wyczucie. Zbieg z góry jest tak stromy, że ledwo nadążam przebierać nogami. To było super niebezpieczne. Dodatkowo wychodzi przy tym kolejny błąd popełniony tego dnia. Nie biegnę w kolcach, a wąwozy są śliskie. Zwykłe buty terenowe zupełnie nie trzymają się podłoża. Obiecuję sobie nigdy więcej nie wystartować bez kolców. Przed punktem 4 na dole wąwozu, zgodnie z przypuszczeniem, nie bardzo da się określić swoją lokalizację. Biegnę za daleko szukając wąwozu w który należy wbiec. Na szczęście w porę orientuję się, że jestem za daleko i wracam. W końcu pojawiło się jakieś tam minimalne wyczucie odległości na mapie.

Mój przebieg na Biegu Klasycznym w Otroczy.

Punkt 5 zdobywam niepewnie. 6 atakuję sprytnie od polany na północy. Trasa do 7 jest długa, ale udaje się wybrać sensowny wariant wzdłuż gęstej zieleni, później ścieżką i do wąwozu. 8, 9 i 10 idą lekko. Cały czas nawiguję wykorzystując gęstwiny zieleni oraz warstwice. Za 10 punktem łapię nogami gałąź i wywracam się. Szybko wstaję i oszołomiony biegnę dalej. Na tyle oszołomiony, by pobiec za daleko i nie trafić w wąwóz. W ogóle w tym miejscu wybieram zły wariant do punktu 11. Zamiast górą pobiegłem wąwozem. To prawie 2 minuty straty. Kolejne pukty zaliczam płynnie bez większych błędów. Po drodze wpadam na kolejną gałąź i znów zaliczam wywrotkę. Ogólnie pogoda jest super do biegania ale grunt jest zbyt rozmoknięty. Nie pamiętam kiedy ostatni raz ślizgałem się tak mocno na przełajowej trasie. Kolce! Gdzie są moje kolce! Bieg w takich warunkach przy tak dużej prędkości jest bardzo ryzykowny.

Meta!

W końcu wbiegam na metę. Mój czas to 65 minut. Przebiegnięty dystans to około 8 kilometrów. Tempo lepsze niż na Mistrzostwach Wojewódzkich. Ogólnie jestem zadowolony. Trochę może za dużo było biegania na wyczucie, a za mało na azymut. Okazuje się że jestem na drugim miejscu. Miło być znów na podium! Pierwsze miejsce zajął zawodnik z klubu, nie startujący w kategorii rzekomo z powodu braku formy. Radość nie trwa długo, musimy wracać bo jutro czeka nas kolejny start.

Dzień trzeci Klubowych Mistrzostw Polski: Bieg Sprinterski w Lublinie

Na stronie zawodów pojawiła się informacja, by pamiętać o kwarantannie. Aby zdążyć na czas znowu wyruszamy wcześnie rano w drogę. Sprint odbędzie się w Lublinie na terenie Wąwozu Jana Pawła II wraz z otaczającymi go osiedlami.

Trwają przygotowania do biegu.

Dojechaliśmy na miejsce. Tego dnia panuje ładna pogoda, a zawody odbywają się w terenie zurbanizowanym. Obyło się więc bez namiotów na mecie.

Nie mogę się doczekać kiedy wbiegnę na tą metę!

Dzisiaj kwarantanna nie będzie odwołana. Zbieramy się szybko i ruszamy z pozostałymi zawodnikami na start zawodów. Znów szykuje się blisko dwie godziny oczekiwania na nasz bieg.

Teren kwarantanny obejmujący plac wokół startu zawodów.

Docieramy na start. Wchodzimy w obszar kwarantanny. Wszystko otoczone jest taśmami. Teraz nie ma już wyboru musimy tutaj czekać. Na szczęście tego dnia jest ciepło i słonecznie. Mamy też doskonałe pole widokowe na startujących zawodników. Będzie można obserwować jak wybiegają ze strefy startowej.

Jak widać BnO to świetna przygoda dla ludzi w każdym wieku.

Profesjonalna obsługa zawodów w wykonaniu Lubelskiego Związku Orientacji Sportowej.

Okazuje się, że niektórzy zawodnicy startują naprawdę szybko. Nie zatrzymują się nawet na chwilę by spojrzeć na mapę. Czytają ją biegnąc tempem blisko 3 minut na kilometr. Sprint jest bardzo techniczną odmianą Biegów na Orientację. Nie ma w nim miejsca na zatrzymywanie się, zastanawianie się, czy jakiekolwiek błędy. Trasy są krótkie więc biegnie się cały czas pełną szybkością, jedynie na chwilę zwalniając przy punktach kontrolnych. Można to porównać do trenowania biegów interwałowych. Teren również nie jest taki prosty jak się wydaje. Trzeba podjąć decyzję z której strony obiegać obiekty typu bloki, parkingi, płoty czy wszelkie urbanistyczne przeszkody jakie napotkamy w mieśćie. Ostatecznie o miejscu w końcowej klasyfikacji Sprintu decydują sekundy./p>

Trasa biegu tuż przed startem.

Wystartowała kolejna seria zawodników.

Pozostali zawodnicy rozgrzewają się biegając w kółko po obszarze kwarantanny. Czemu tyle osób biega w kółko po zamkniętym obszarze, gdy w wąwozie jest tyle wolej przestrzeni? O co tutaj chodzi? Pewnie takie pytania sobie zadają przechodnie, którzy nie widzą o co chodzi w Mistrzostwach BnO. Musi to być dla nich komiczny widok.

Rozgrzewka polegająca na bieganiu w kółko po obszarze kwarantanny.

W końcu wybija minuta naszego startu. No to ruszamy!

Udaje się jednym rzutem oka ocenić na mapie dokąd mam biec. Wystartowałem bez zatrzymywania się. Później na GPS sprawdziłem, że miałem tam tempo 2 minuty i 50 sekund na kilometr. Za szybko!

Szybkim tempem przebiegam przez most nad wąwozem.

Biegnie mi się bardzo dobrze. Na pewno pomaga to, że biegaliśmy już w tym obszarze w zeszłym roku na Mikołajkowym Zakończeniu Sezonu Biegów na Orientację. Tempo jest bardzo duże. Chwila moment i już jestem przy 4 punkcie. Nie udaje mi się tylko płynne potwierdzanie numerów punków kontrolnych. Za każdym razem muszę mocno zwolnić przy lampionie. Kosztuje mnie to każdorazowo kilka cennych sekund. Wychodzą tutaj moje braki techniczne. Na razie nie mam pojęcia jak można by to przećwiczyć w domowych warunkach. Dopiero przy 11 punkcie trochę się zawahałem. Nie byłem pewien czy dobrą stroną obiegam blok. Później analizując GPS stwierdziłem że wybrałem dobry wariant. Punkt 12 dopadam szybko, 13 również. Przy 14 zrobiłem minimalny błąd atakując punkt ze złej strony, strata kilku sekund.

Mój przebieg na Biegu Sprinterskim w Lublinie.

Podbijam punkt 15, a po nim zostaje już tylko sprint do mety. Szkoda, że taki krótki! Pobiegłbym tym sprintem chociaż z jeden kilometr.

Podbijam ostatni punkt kontrolny na mecie biegu.

Bieg jak każdy sprint minął błyskawicznie. Można to porównać do 400 - metrowej przebieżki na stadionie. Nim się zorientujesz już jesteś na mecie. Głowa i nogi muszą pracować w absolutnej synchronizacji. Nie ma ani jednej sekundy kiedy przestajesz biec i nie ma ani jednej sekundy kiedy przestajesz myśleć. Musisz być skupionym cały czas na otoczeniu i wyborze wariantu. Sprintetskie Biegi na Orientację to chyba jedna z najbardziej dynamicznych dyscyplin sportowych jakie znam.

Swoje niecałe 3 kilometry trasy OPEN2 przebiegłem w czasie 12 minut. Tempo nie było złe, w klasyfikacji M21 pewnie byłbym gdzieś w środku stawki zawodników. Koleżanka pokonała trasę OPEN1 w czasie 9 minut. Daje jej to drugie miejsce w klasyfikacji OPEN1, a ja ląduję na pierwszym miejscu OPEN2. Piękna niespodzianka! Warto było przyjechać, powalczyć i obejrzeć zmagania najlepszych zawodników. Na dodatek udało się nam wskoczyć na podium. Lepiej być nie mogło.

Upominki dla najlepszych zawodników w Polsce. My także mamy je na półce!

Podczas dekoracji zostajemy zaproszeni, tak samo jak Mistrzowie Polski, na podium. Dostajemy piękne dyplomy w barwach Klubowych Mistrzostw Polski oraz ozdobne kubki na pamiątkę. Myślałem, że OPEN jest tylko dla zabawy, a tutaj takie zaskoczenie. Niesamowicie miły gest ze strony organizatorów, a dla nas niezapomniana pamiątka na zawsze.

Mistrzowie Polski z elitarnej kategorii M21 i K21.

Podsumowując, zawody te trwały naprawdę długo. Ale było po prostu super. Profesjonalna organizacja, niesamowite emocje, klimat całego wydarzenia, życzliwi ludzie i ciekawe rozmowy. Obiecuję sobie, że na kolejnych Mistrzostwach Polski stawię się już jako licencjonowany zawodnik i wezmę udział w zmaganiach w elitarnej kategorii M21. Nawet jeśli miałbym skończyć na ostatnim miejscu. Jest wyzwanie jest przygoda. Ten kto podejmuje wyzwanie jest wygranym. Przegrywa ten, kto nigdy wyzwania nie podjął. Naprawdę ubolewam, że tak mało osób zgłosiło się do kategorii OPEN1 i OPEN2. Ludzie nie wiedzą co tracą, a biegacze nie wiedzą gdzie biegać. A może to i lepiej? W końcu kameralny klimat Polskich Biegów na Orientację mógłby prysnąć i zniknąć bezpowrotnie.