Śladem przygody

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!

Półamatorski start w Mistrzostwach Województwa Lubelskiego

Za namową koleżanki kilka miesięcy temu spróbowałem swoich sił w dyscyplinie sportowej zwanej Biegi na Orientację (BnO). Cóż to takiego? W skrócie jest to dyscyplina sportowa w której zawodnik, posługując się mapą i kompasem, ma za zadanie w jak najkrótszym czasie przebiec określoną trasę wyznaczoną w terenie. Trasa wytyczona jest za pomocą punktów kontrolnych. Przebieg pomiędzy punktami jest dowolny i właśnie wybór wariantu przebiegu stanowi istotę BnO. W Polsce organem kierującym działaniami związanymi z Biegami na Orientację jest Polski Związek Orientacji Sportowej (PZOS).

Lampion oznaczający Punkt Kontrolny w Biegach na Orientację.

Pomimo sporego teoretycznego przeszkolenia przez koleżankę na swoich pierwszych zawodach w BnO popełniłem kilka fundamentalnych błędów. Nie zaliczyłem pierwszej trasy myląc punkty kontrolne. Można powiedzieć że zderzyłem się z rzeczywistością jak trudna jest to dysyplina sportowa. Z drugiej strony byłem pod wrażeniem samego przebiegu zawodów. Wszystko było bardzo dynamiczne. Bieganie po zarośniętym lesie oraz wąwozach wymagało włożenia więcej siły niż w niejeden bieg przełajowy. Do tego dochodziła potrzeba nawigacji i wyboru wariantu przebiegu. Można powiedzieć że w Biegach na Orientację podejmujemy decyzję na każdym postawionym kroku w lesie! No i te niezapomniane emocje które towarzyszyły znajdowaniu punktu kontrolnego. Postanowiłem potrenować i pojechać na kolejne zawody.

W kolejnych miesiącach zacząłem powoli zagłębiać się w tajniki Biegów na Orientację. Oglądałem filmy zawierające przebiegi wysokiej klasy zawodników, mapy tras z różnych zawodów, analizowałem przebiegi innych. W końcu zacząłem robić swoje mapki do treningu. Najpierw proste, a później coraz bardziej złożone przypominające te z zawodów BnO. Zakupiłem kompas do BnO, GPS i zaczęliśmy z koleżanką robić treningi biegania na azymut po lesie. Sam trening jest równie przyjemny co start w zawodach. Wspólne analizowanie terenu z kompanem bardzo dużo daje, każdy dostrzega coś innego i wspólnie udaje się to ułożyć w jedną logiczną całość. Im dłużej siedziałem w treningu BnO tym większym szacunkiem zaczynałem darzyć tę dyscyplinę sportową. Im więcej wiedziałem tym więcej pojawiało się nowych znaków zapytania. Trzeba przyznać że Biegi na Orientację to naprawdę złożone zagadnienie w którym poznanie wszystkiego może zająć wiele lat.

Pojawiło się kilka startów w zawodach. Udało się wygrać trasę B w Mikołajkowych Zawodach w BnO w Lublinie. Udało się też przegrać Rajd na Orientację Zimowa Poniewierka oraz udało się zająć 2 miejsce na trasie C na Otwarciu Sezonu BnO w Lublinie. Z zawodów na zawody coraz bardziej mi się podobało. Emocje na biegach ulicznych powoli zaczęły blednąć w stosunku do Biegów na Orientację. Pojawił się pomysł wyjazdu na Puchar Koziołka oraz Mistrzostwa Województwa Lubelskiego w Biegach na Orientację. Kierunek Otrocz i Batorz czyli 45 metrowe wąwozy w lasach. Oj będzie się działo!

Na początku trzeba było podjąć decyzję w jakiej kategorii wystartować. Czy wybrać popularyzatorskie OPEN czy odpowiadającą mi kategorię wiekową M20/21 która jest najtrudniejszym wariantem w zawodach. Młodsi i starsi zawodnicy mają łatwiejsze trasy. Kategoria OPEN jest dwa razy krótsza i ma dwa razy mniej punktów niż M20/21. Początkowo chciałem jechać na OPEN ale ostatecznie podjąłem decyzję o wyborze M20/21. Im dłuższa trasa tym więcej się nauczę. No i zabawa będzie dłuższa. Poza tym stwierdziłem, że lepiej zająć ostatnie miejsce w M20/21 niż wygrać kategorię OPEN.

Dzień pierwszy Pucharu Koziołka: Otrocz

Dnia pierwszego przywitała nas piękna wiosenna aura miejscowości Otrocz. Świeża zielona przyroda, kwitnące krzewy i kwiaty w gospodarstwach miejscowej ludności. Dużo słońca zapowiadało trudne warunki na trasie. Dodatkowo w Biegach na Orientację stosuje się pełne okrycie nóg. Nie sposób inaczej przemieszczać się po mocno zarośniętych fragmentach lasu. Długie spodnie, słońce i ponad 20 stopni. Nigdy tak nie biegałem. Wtedy nawet sobie nie uświadamiałem jak bardzo będzie gorąco.

Przed startem jak przed każdym biegiem zrobiłem standardową godzinną rozgrzewkę. No i oczywiście kilka przebieżek ożywiających nogi. Żeby było śmieszniej nikt inny się tak nie rozgrzewał. Zawodnicy BnO zapewne dziwnie się na mnie patrzyli. Tak samo musieli się dziwnie patrzeć gdy polewałem się wodą przed startem niczym ulramaratończyk. Nie zraziło mnie to, robiłem swoje. Czyli gubiłem się jak zawsze przy procedurze startowej. W BnO start zawodników jest interwałowy i podzielony na strefy, w odpowiedniej minucie wchodzimy w odpowiednie strefy na starcie. W stresie przed zawodami wciąż nad tym dobrze nie panuję. W końcu nastąpił moment startu no i ruszyłem!

Łapię mapę i biegnę kilkanaście metrów. Staję na krzyżówce pełnej ścieżek w każdym kierunku i już pierwsza konsternacja. Niepewnie i długo wybieram pierwszą ścieżkę w dół wąwozu. Biegnąc sprawdzam co chwilę czy na pewno jestem tam gdzie chciałem być. Nadzoruję dokładnie teren i zbiegam w dół. Następne rozwidlenie. Znowu się waham. Zawracam kawałek by potwierdzić swoją lokalizację. Wszystko się zgadza z mapą tylko niepewność i nie wiara w swoje umiejętności powodują że potwierdzam swoją lokalizację kilka razy w każdym miejscu. Dalej jest już lepiej, biegnąc wybieram dobry wąwóz i podbijam punkt kontrolny numer 1. Za chwilę robię atak na punkt 2 oraz 3. Na 4 punkt biegnę już dużo pewniej. Mocno podbiegam w każdy wąwóz, napieram bardzo agresywnie na każdy punkt. Z 4 na 5 biegnę dołem wąwozu stawiając na szybkość i nogi. Z 5 na 6 przez las. W tym momencie zaczynam czuć że jest gorąco, dobiegam do 6, chwilę jej szukam, po czym atakuję 7. Wbiegam nie na te górkę co potrzeba co szybko nadrabiam siłą biegową. Sprawdzam czas, widzę 27 minut, kalkuluję że może uda się przebiec trasę w godzinę z hakiem. Kolejne punkty idą w miarę płynnie. Biegnę, zatrzymuję się, nawiguję i znów biegnę. Nie zatrzymują mnie żadne przeszkody. Kłody, jeżyny, chaszcze, wszystko to dalej atakuję bardzo agresywnie. To chyba z powodu adrenaliny i emocji związanych z tymi zawodami! Przyznam się, że średnio panuję nad emocjami. Zdaję sobie sprawę, że bardzo źle zacząłem ten bieg. Przebieżki wyzwoliły niepotrzebną energię i teraz atakuję trasę jakbym biegł 5 kilometrów na przełajach. Dochodzę do wniosku, że trzeba sporo zwolnić bo nie wytrzymam tego tempa. Do tego robi się przerażająco gorąco. Czuję ogromne ilości spływającego potu na plecach.

Trasa do pokonania w kategorii M20/21 w sobotę.

12 punktu chwilę szukam miotając się po okolicznych wąwozach. 13 i 14 idą w miarę bezproblemowo, ale zmęczenie narasta bardzo szybko. Zaczynam mieć dosyć, a to dopiero połowa trasy. Nie wspominając o następnym dniu. Nie pamiętam kiedy tak źle mi się biegało. Do 15 punktu wydaje mi się, że przemieszczam się całą wieczność co chwila potwierdzając swoją lokalizację. Ostatni fragment trasy do 15 punktu biegnę na azymut wyznaczony przez kompas. Trafiam. Na mapie widzę, że nie jest już tak daleko do mety. Zmęczenie jest ogromne. Nie mam siły myśleć nawet co jest jego powodem. Długie spodnie i upał? Za szybki początek? Brak wody i odwodnienie? A może niepotrzebnie wbiegam na górki zamiast na spokojnie je podchodzić pieszo? Prawda jest taka, że wszystko to razem. Jeszcze chwila i bieg ten uplasuje się na pierwszym miejscu pod względem włożonego wysiłku. Nie mam wyboru, znowu zwalniam tempo. Wolę zaliczyć trasę niż wykończyć się przed jej końcem. 17 punkt jest trudny, a ja zmęczony. Biegnę od polanki do polanki, wszystko się zgadza z mapą a punktu nie ma. Zaczynam się niepotrzebnie denerwować, tyle wysiłku i tak zepsuję ten bieg przez jeden punkt? Nerwy wyzwalają energię i kręcę się w kółko nabijając 1km. Wracam się, sprawdzam lokalizację i znów atakuję. Nie ma punktu. Mam zamiar zbiec na sam dół wąwozu i stamtąd zaatakować. Na szczęście znajduję ten nieszczęsny punkt 17 podczas zbiegania do wąwozu. Straciłem wiele minut i jeszcze więcej energii. Zły na siebie mocno napieram na 18 punkt. Na 19 mam prostą drogę przed siebie lekko pod górę. Okazuje się że momentami nie mam siły już biec. Kilka razy się zatrzymuję i idę. Nie mogę uwierzyć we własną słabość! Nie wiedziałem, że jestem aż tak miękki - mówię do siebie w złości!

Kolejne punkty robię coraz bardziej na intuicję. Zaczynam dosłownie słaniać się na nogach. Od jakiegoś czasu nie widzę innych zawodników na trasie, a zegar wybił 1h i 20min biegu. Na kilometry nawet nie patrzę. Nagle spotykam chłopaka, który pyta gdzie jest. Zatrzymuję się i pokazuję mu drogę, szczęśliwy, że mam usprawiedliwienie na chwilowy przystanek. Dalej spotykam dzieczynkę, której również pomagam odnaleźć się na trasie. Atakuję przedostatni punkt numer 22. Wspinam się na wysoki wąwóz na czworakach. Do 23 biegnę, a raczej przemieszczam się jakkolwiek wzdłuż wąwozu. Następuje całkowity brak sił na nawigację i poruszanie się. Widzę metę. Zmuszam się do ostatniego podbiegu. Podbijam punkt i padam na ziemię. Wiem, że nie powinienem, ale mimo to wypijam w natychmiastowym tempie pół litra wody. Na dodatek trzeba dotrzeć jeszcze do biura zawodów 1,5 kilometra dalej. Na mecie wypijam kolejne 2 litry wody. Jestem mocno odwodniony.

Ostatni Punkt Kontrolny na trasie w Otroczy.

Wyszło ponad 13 kilometrów na trasie 8 kilometrowej. Mój czas to 103 minuty. Okazuje się, że jestem drugi tego dnia w Pucharze Koziołka! Nie mogę w to uwierzyć. Wydawało mi się, że źle mi poszło. Sporo drobnych błędów, jeden duży na 17 punkcie, no i strasznie powolne tempo pod koniec biegu. Jestem zły na siebie za nieumiejętne rozłożenie sił. Czuję że będą potężne zakwasy, a przecież jutro jest powtórka z zawodów! Kolejne 8km i 22 punkty do odnalezienia! Fajnie by było powalczyć o utrzymanie tego drugiego miejsca w zawodach..

W domu na przemian schładzam i nagrzewam nogi. Magiczne sztuczki, które mają niby pomóc na zakwasy, ale raczej pomagają na psychikę. Głowa boli cały czas, lekkie odwodnienie zdecydowanie mnie nie ominęło.

Dzień drugi Pucharu Koziołka oraz Mistrzostwa Województwa Lubelskiego w Biegu Klasycznym: Batorz

Poranek i zakwasy. Ale nie takie typowe jak po biegu ulicznym. Bolą inne partie mięśni. Smaruję całe nogi maścią przeciwbólową. Zdecydowanie się nie nastawiam na walkę, chcę zaliczyć trasę i nie spaść za daleko w klasyfikacji Pucharu Koziołka. Kilka osób startuje wyłącznie w niedzielę chcąc zdobyć Mistrzostwo Województwa Lubelskiego. A ja głupi zużyłem całą swoją siłę w sobotę!

Mistrzostwa Województwa czas rozpocząć!

Widok z mety na góry po których będziemy biegać.

Tego dnia robię zdecydowanie krótszą rozgrzewkę. Oszczędzam wszystkie siły na bieg. Koleżanka mnie przekonuje by nie robić przebieżek. Bardzo trudno mi nie zrobić przebieżek przed zawodami. Ale znów! Nikt się nie rozgrzewa w ten sposób. Słucham się koleżanki. Generalnie koleżanka bardzo pomaga mi w całych zawodach. Sporo mniej się denerwuję niż jakbym przyjechał tam sam i analizował każdy moment biegu przed biegiem. Wybija minuta mojego startu. Ruszyłem!

Na trasie jestem dziwnie spokojny. Biegnę nie nerwowo oszczędzając nogi. Całe szczęście, że da się w ogóle biec z tymi zakwasami, to już jakiś sukces. Wybieram wariant i odnajduję punkt 1. Spokojnie do niego podochodzę, a nie napieram agresywnie jak poprzedniego dnia. Później 2 i 3. Z 4 trochę za dużo się bawię zamiast więcej biec na azymut. Wydaje mi się, że snuję się niemiłosiernie tego dnia. Przynajmniej punkty odnajduję szybko. Aż do punktu 5, który przestrzeliłem. Wybrałem zły punkt ataku i przebiegłem zupełnie obok niego. Straciłem sporo czasu na powrót. Co ciekawe zaczynało mi się coraz lepiej biec. Ale nie szarpałem, postanowiłem mocniej ruszyć pod koniec biegu. Kolejne punkty szły dobrze. Sporo płynniej je znajdowałem niż dnia poprzedniego. Czyżby to ze względu na mniejsze tempo biegu? Przy 16 punkcie uświadomiłem sobie, że nie bardzo będzie gdzie przyśpieszyć tempa biegu, bo zostały krótkie odcinki. Na dodatek pojawiło się kilka osób na moim ogonie. Czyżby dogonili mnie na trasie inni zawodnicy? Zdenerwowałem się. Na 17 punkcie jeden z nich mnie wyprzedził ale pobiegł zupełnie w innym kierunku, czyli nie moja kategoria wiekowa. Nerwy były niepotrzebne. 18, 19, 20 i w końcu punkt 21, który dość szybko udało się znaleźć. Na metę wbiegłem mocnym sprintem. Tym razem nie wykorzystałem w pełni swoich sił. Został spory zapas. Znów źle wymierzyłem!

Trasa do pokonania w kategorii M20/21 w niedzielę.

10 kilometrów przebiegniętych i 74 minuty. Niewiele mi to mówi. Stoję i czekam na pozostałych zawodników. Ci nie pojawiają się szybko. Okazuje się, że utrzymuję drugą lokatę w Pucharze Koziołka! Jeszcze bardziej nie mogę w to uwierzyć! Czekam dalej na tych którzy biegali tylko w niedzielę. Po pewnym czasie okazuje się, że jestem drugi na Mistrzostwach Województwa Lubelskiego! Straciłem 6 minut do pierwszego zawodnika. Czyli nieco więcej niż moja strata na 5 punkcie. Wynik jest lepszy od tego uzyskanego dnia poprzedniego! Nie wiem jak to możliwe, bo przecież wczoraj biegałem sporo mocniej. Wszyscy składali gratulacje i dziwili się skąd biegacze wiedzą jak startować w BnO.

Oczekiwanie na koleżankę i pozostałych zawodników na trasie.

To był niesamowity weekend. Wydawało mi się że upłynął co najmniej tydzień, a nie dwa dni. Bardzo wyczerpujący fizycznie (przebiegliśmy ponad 28 kilometrów, a wąwozy miały 45 metrów wysokości). Bardzo dużo emocji, bardzo dużo dynamiki, a ile rzeczy do analizowania po biegu! Jako biegacz mówię to z lekkim bólem serca, ale naprawdę uliczne biegi przy tym bledną. W Biegi na Orientację potrzeba włożyć równie dużo wysiłku fizycznego, a do tego dochodzi masa technicznych aspektów jak bieganie po wąwozach, przeskakiwanie powalonych drzew, gałęzi, krzewów, itp. oraz cały aspekt nawigowania czyli praca głową. Tego nie da się opisać to po prostu trzeba spróbować! Gorąco wszystkich zachęcam!

Najlepsze podium na jakim stałem w życiu!

Srebrny medal z Mistrzostw Województwa Lubelskiego.

Podsumowując z technicznego punktu widzenia mam sobie wiele do zarzucenia. To nie była precyzyjna egzekucja treningów Danielsa do jakiej przyzwyczaiłem się na biegach ulicznych czy przełajowych. Pomimo to zdobyte Wicemistrzostwo Województwa Lubelskiego w Klasycznym Biegu na Orientację oraz drugie miejsce w Pucharze Koziołka uważam za najważniejsze osiągnięcie w swoim amatorskim sportowym życiu.