ŚLADEM PRZYGODY

Marcin Siwek

Zamarznięte Morskie Oko

Powoli zbliża się wiosna więć temperatury zbliżają się do wartości dwucyfrowych na plusie. My natomiast wybieramy kierunek odwrotny i ruszamy w najzimniejsze rejony Polski, czyli w góry. Tym razem na naszym celowniku najpopularniejsza atrakcja w Polskich Tatrach czyli Morskie Oko.

Lokalizacja: Morskie Oko

Dzień, który wybraliśmy na wędrówkę miał być dniem wyżowym, czyli słonecznym i mroźnym. O godzinie 7:00 termometry w schronisku nad Morskim Okiem wskazywały temperaturę minus 17.1 stopnia. O godzinie 7:30 było to już -17.8, a tuż przed wyjściem z domu zobaczyliśmy minus 18 stopni. No to pięknie, amplituda blisko 25 stopni w porównaniu naszego miasta sprzed 2 dni. Ubieramy się absurdalnie grubo i o 8:00 ruszamy w trasę.

Droga do parkingu w Palenicy Białczańskiej jest kręta i tego dnia dość śliska. Dzień wcześniej spadło tutaj około 10 centymetrów śniegu. Poruszamy się więc bardzo powoli. Na szczęście nie ma wiatru a niebo jest idealnie niebieskie. Wstyd przyznać ale to moja pierwsza wizyta w górach zimą. I już w tym momencie jestem bardzo zauroczony widokami jakie malują się z samochodu.

Droga do Palenicy Białczańskiej, czyli parkingu przed trasą na Morskie Oko.

Docieramy na parking w Palenicy Białczańskiej i płacimy 25 zł za cały dzień postoju. Podziwiam Pana pobierającego opłaty za parking, który stoi tego dnia na mrozie od godziny 5:00. Nie zazdroszczę pracy. Płacimy po 5 zł od osoby za wejście na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego i ruszamy w blisko 10 kilometrową wędrówkę w jedną stronę.

Już po kilkuset metrach trasy wyłania się pierwszy widok na góry.

Jest bardzo mroźno. Czuję jak ręce zamarzają mi na kijkach pomimo dwóch par rękawiczek. Tak bardzo chcę zobaczyć góry w zimie iż kompletnie mnie to nie rusza. I już po chwili pojawia się pierwsza okazja na pierwsze widoki. Majestatyczne zaśnieżone szczyty wyłaniają się zza każdego kolejnego mijanego przez nas zakrętu.

Kolejny górski szczyt przed nami.

Przed chwilą narzekałem na zimno w ręce gdy trzymałem kijki w rękach. Prawdziwe zimno w ręce pojawiło się jednak wtedy, gdy zdjąłem rękawiczki by robić zdjęcia. Trudno zdjęcia muszą być zrobione. Nie ma opcji na wyprawę bez fotorelacji. Całe szczęście, że aparat nie zawodzi na takim mrozie.

Mali odkrywcy również tutaj byli.

Tego dnia trasa nad Morskie Oko była całkowicie zaśnieżona. Drogę pokrywał tylko ubity bielutki śnieg, zero widocznego asfaltu. Na poboczu drogi znajdowały się wysokie zaspy, a na świerkach liczne czapki śnieżne. To wszystko skąpane było w ostro odbijającym się świetle słońca, które wisiało na idealnie błękitnym niebie. Bardzo cieszę się z takiej, a nie innej pogody. Zawsze chciałem znaleźć się w zimowym pejzażu górskim w wyżowy dzień. Do tej pory takie widoki znałem jedynie z fotografii. I tak dzisiejsze minus 18 stopni stało się czymś przyjemnym.

Im bliżej morskiego oka tym góry stawały się wyższe.

W wędrówce bardzo przydawały się nam kolcowe nakładki, które kupiliśmy wcześniej w Lidlu. Zwłaszcza na dość stromym fragmencie czerwonego szlaku, którym można było sobie skrócić trasę główną biegnącą asfaltem.

Skrót czerwonego szlaku biegnący dość stromo pod górkę.

Droga zupełnie mi się nie dłuży. Klimat górskiej zimy bardzo mi przypadł do gustu. Do tego stopnia, że kompletnie nic mi tego dnia nie przeszkadzało. Nawet to, iż na trasie było trochę ludzi. Morskie Oko jest popularne, nawet przy minus 18 stopniach w zimie.

Żleb którym schodzą często śnieżne lawiny.

Powoli dochodzimy do celu. Po drodze mijamy żleb którym często schodzą śnieżne lawiny. Na jego dole widać sporej wielkości kopiec śniegu.

Morskie Oko w zimie.

W końcu docieramy do Morskiego Oka. Przebijamy się przez mały tłum ludzi pod schroniskiem. Tego dnia nie uda się w schronisku nic zjeść, bo nawet nie było by gdzie usiąść. Całe szczęście mamy ze sobą dobre na każdą okazję drożdżówki 7 Days. Reszta smakołyków niestety zamarzła.

Tego dnia Morskie Oko jest zamarznięte i pokryte śniegiem. Wygląda jak jedna wielka śnieżna polana, przez środek której przemieszczają się obecnie ludzie. Widok ciekawy, aczkolwiek myślę, że latem wygląda to bardziej imponująco. Co innego okoliczne szczyty. Swoją wielkośćią robią ogromne wrażenie. Zwłaszcza w zimowej scenerii, gdy przyroda wydaje się dużo groźniejsza i mniej przystępna.

Pochód turystów przez Morskie Oko w kierunku Czarnego Stawu.

Niektórzy decydują się iść dalej. Na żółtej trasie wiodącej na Szpiglasowy Wierch dostrzegamy kilku turystów idących trawersem.

Turyści atakujący trasę na Szpiglasowy Wierch.

My decydujemy się na wejście na taflę Morskiego Oka i próbę dotarcia nad Czarny Staw. No to w drogę!

Niezdeptana pokrywa śnieżna na tafli Morskiego Oka.

Na lodowej tafli pokrywającej Morskie Oko robimy sobie kilka pamiątkowych zdjęć.

Widok na schronisko z Morskiego Oka.

Na tafli Morskiego Oka widoczna jest granica, gdzie kończą padać promienie słoneczne, a zaczyna się cień. Słońce w zimie jest zawieszone nisko nad horyzontem. Dodatkowo jego promienie są zasłaniane przez okoliczne szczyty w tym między innymi Rysy. Czyli idziemy do miejsca gdzie przez ostatnich kilka miesięcy ani razu nie dotarło słońce.

Zgodnie z powyższym, tuż po wejściu zacienione miejsce robi się bardzo zimno. Dużo zimniej niż na samym początku dnia. Czuję jak odmarzają mi kciuki. Pomimo tego zaczynamy się wspinać w kierunku Czarnego Stawu. Trasa z metra na metr staje się coraz bardziej zaśnieżona i nachylona stromo do góry. Po dość niedługiej wędrówce nasza przygoda dobiega końca. Dalej nie uda się pójść bez raków.

Widok z gdzieś z połowy trasy do Czarnego Stawu.

Robimy pamiątkowe zdjęcia i powoli zaczynamy wracać. Droga powrotna nigdy nie jest tak samo ekscytująca jak droga do celu. Pomimo tego trasa nie dłuży mi się. Dzisiejszy wypad podobał mi się na tyle, iż wiem, że kiedyś tu wrócę. Zimowe widoki w górach są oszałamiające. Możliwe, że nawet ciekawsze niż latem. Następnym razem zabrałbym na wycieczkę raki. Dzięki nim było by sporo łatwiej poruszać się po śniegu, plus umożliwiło by to podboje okolicznych pagórków, a w przyszłości może i Rys.

Powrót na stronę główną

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!