ŚLADEM PRZYGODY

Marcin Siwek

Polska - Niemcy - Czechy w 6 dni

Dzień I

Pierwszym celem naszego wyjazdu są Karkonosze. Mamy tam spędzić tylko jeden dzień. Wyjeżdżamy rano w kierunku Karpacza. Gdy na autostradzie napotykamy na informację o korku zjeżdżamy w boczną drogę. Przypadkowo trafiamy do miejscowości o nazwie Węgry (woj. dolnośląskie). Robimy szybką sesję fotograficzną przy tablicy z nazwą i jedziemy dalej.

Wypadu na Węgry nie było w planach!

Po drodze trafiamy na znaki kierujące nas najpierw do Kościoła Pokoju w Świdnicy, a potem do zamku Książ. Znowu odbijamy w innym kierunku, żeby zobaczyć te dwie atrakcje Dolnego Śląska.

Lokalizacja: Kościół Pokoju w Świdnicy

Kościół Pokoju w Świdnicy wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO to największy drewniany kościół w Europie. Najpierw oglądamy go z zewnątrz obchodząc dookoła. Zatrzymujemy się chwilę przy niemieckich nagrobkach na cmentarzu przylegającym do świątyni.

Kościół Pokoju w Świdnicy.

Gdy kupujemy w kasie bilet, żeby zobaczyć wnętrza tego zabytkowego budynku sakralnego, dostajemy materiały w języku polskim - przewodnik opisujący co widzimy. W tym samym momencie dociera też grupa turystów ze Stanów Zjednoczonych oprowadzana w języku angielskim przez organistę. Podłączamy się pod tą grupę i razem z nimi wysłuchujemy informacji o tym miejscu oraz mamy okazję wysłuchać koncertu organowego.

Organista, który pełnił tego dnia rolę przewodnika...

...a później zagrał krótki koncert organowy.

Wnętrze świątyni robi na nas duże wrażenie. Szczególnie cennymi elementami są ołtarz, ambona i organy. Więcej o tym miejscu można poczytać na stronie www.kosciolpokoju.pl

Mistyczne wnętrze kościoła...

...oświetlone niewielką ilością wpadającego słońca.

Zamek Książ to największy zamek na Dolnym Śląsku. Do zamku prowadzi droga przez Książański Park Krajobrazowy z punktami widokowymi. O tej porze roku kwitną tu ogromne i przepiękne skupiska rododendronów.

Lokalizacja: Zamek Książ

Droga przez Książański Park Krajobrazowy.

Zachód słońca na głównym punkcie widokowym nie pozwala na dobre zdjęcie zamku.

Mimo, że zamek jest już zamknięty i tak sporo tutaj spacerowiczów.

Dziedziniec Zamkowy.

Więcej o Zamku Książ można poczytać na stronie www.ksiaz.walbrzych.pl

Wieczorem docieramy do Karpacza. Noclegi mamy zarezerwowane w "Sasance". Z okien widzimy cel naszej jutrzejszej wędrówki: Śnieżkę.

Dzień II

Wyruszamy rano szlakiem żółtym. Mijamy zamknięte Schronisko pod Łomniczką.

Lokalizacja: Śnieżka

Schronisko pod Łomniczką.

Trasa jest kamienista, ale przyjemna. I te malownicze krajobrazy! Im wyżej jesteśmy, tym naszym oczom ukazują się piękniejsze widoki. Przed sobą przez cały czas widzimy szczyt Śnieżki.

Widok na Śnieżkę z czerwonego szlaku...

...oraz z drugiej strony widok na dolinę.

Zatrzymujemy się na chwilę obok symbolicznego cmentarza i w Domu Śląskim. A potem ruszamy na sam szczyt, na którym robimy dłuższy postój.

Kolejne schronisko na naszej trasie - Dom Śląski...

...i ostatni fragment drogi na Śnieżkę.

Na tabliczce informacyjnej wyczytujemy ciekawostkę, że jedynie 5-6 dni w roku na Śnieżce są bezwietrzne. Chyba trafiamy w te dni, bo nie odczuwamy żadnego ruchu powietrza. Kurtki przeciwwiatrowe zostają w plecaku.

Szczyt zostaje osiągnięty!

Widok ze Śnieżki na czeską stronę Karpat.

Po zejściu ze szczytu przechodzimy jeszcze na stronę czeską. Przechodzimy małą pętlę przez torfowiska subalpejskie i wracamy do Polski, aby szlakiem niebieskim wrócić do Karpacza.

Równina pod śnieżką przechodząca przez torfowiska subalpejskie.

Zbliżamy się do schroniska "Strzecha Akademicka", gdy zaczyna grzmieć i kropić. Ale kierunkowskazy mówią, że 15 minut dalej jest kolejne schronisko "Przy Małym Stawie". I tak chcieliśmy się przy nim zatrzymać na dłuższą chwilę. W sam raz zdążyliśmy zanim rozpętała się burza, którą przeczekaliśmy w środku, nad talerzem zupy pomidorowej.

Schronisko "Przy Małym Stawie".

Mały Staw wygląda pięknie. Obserwujemy fale i ruch wody. Czyżby to pstrągi, które tutaj żyją?

W wodach Małego Stawu co chwila poruszały się niespokojne pstrągi.

Dalej trasa robi się bardziej monotonna i już nam się trochę dłuży, gdy wreszcie docieramy do świątyni Wang www.wang.com.pl.

Lokalizacja: Świątynia Wang

Świątynia Wang.

Wchodzimy na plac kościelny, oglądamy budynek i cmentarz. A potem przez park wracamy do naszej "Sasanki" zatrzymując się na chwilę, aby zanurzyć zmęczone nogi w lodowatej wodzie górskiego potoku.

Dzień III

Przenosimy się z Polski do Czech. Niby prosto, a jednak trochę sobie urozmaicamy tą trasę. Z Polski wjeżdżamy na moment do Czech, żeby za chwilę znów być w Polsce. Przejeżdżamy przez Bogatynię i mijamy kopalnię odkrywkową. Kolejny raz przekraczamy granicę i jesteśmy w Niemczech. Najpierw jedziemy zobaczyć najbardziej rozpoznawalną atrakcję Parku Narodowego Saksońskiej Szwajcarii - Bastei.

Lokalizacja: Bastei

Brama do Parku Narodowego Saksońskiej Szwajcarii.

Zatrzymujemy się na parkingu i ruszamy pieszo do urokliwego miasteczka uzdrowiskowego Rathen, a później za pomocą drogowskazów w kierunku Bastei.

W Miasteczku Rathen nie można poruszać się samochodami...

...przez Łabę na stronę czeską można dostać się za pomocą promu.

Mijamy po drodze skały i zatrzymujemy się na punktach widokowych na panoramę Łabę.

Widok na Rathen z punktu widokowego na szlaku do Bastei...

...oraz na Łabę płynącą w kierunku Drezna.

Spodziewaliśmy się, że na górze będą tłumy turystów. Tak to miejsce było opisywane na różnych blogach. My dotarliśmy tam w środku dnia i... żadnych tłumów nie było. W sumie to atrakcją tego miejsca jest nie samo przebywanie na moście, ale podziwianie go z innych punktów widokowych.

Widok na charakterystyczne dla Parku Narodowego Saksonii Szwajcarskiej góry.

Most Bastei...

...zawieszony wysoko w na okolicznych skałach.

Most niegdyś prowadził do Zamku z którego istnienia pozostały tylko nieliczne ślady.

Jeszcze parę fotek i wracamy do Czech, gdzie około 6 km od granicy w miejscowości Lipova mamy zarezerwowany nocleg w dawnej szkole. We trójkę dzielimy apartament wielkości 110 metrów kwadratowych. Budynek jest odnowiony w środku, a jego właścicielka porozumiewa się w języku niemieckim i czeskim.

Nocleg w dawnej szkole czeskiej jest dodatkową atrakcją wyjazdu...

...na dodatek w szkole jest przestrzennie, czysto i tanio jak na Czechy.

Wieczorem wybieramy się jeszcze na spacer po miejscowości. Jest tutaj zrujnowana rezydencja z ogrodem, park, staw i piękna aleja lipowa.

Kolejna niespodziewana atrakcja - aleja lipowa o zachodzie dnia.

Dzień IV

Z Czech jedziemy do Niemiec, konkretnie do Drezna. Dokładnie mamy zaplanowane co chcemy zobaczyć. Dzień wcześniej w punkcie informacji turystycznej w Rathen odebraliśmy bezpłatną mapę miasta i wieczór spędziliśmy na wyszukiwaniu dreźnienskich ciekawostek. Sam dojazd do miasta jest bardzo prosty. Parkujemy w galerii handlowej. Wszystkie miejsca z naszej listy są położone blisko siebie, więc można je obejść pieszo.

Lokalizacja: Drezno

Rozpoczynamy zwiedzanie Drezna.

Zaczynamy od Nowego Miasta. Przechodzimy przez most Augustbrucke, na końcu którego jest "Złoty Jeździec" - pomnik Augusta II Mocnego.

Maszerując do Nowego Miasta mijamy po drodze liczne tramwaje.

"Złoty Jeździec" - pomnik Augusta II Mocnego.

Potem szukamy kolorowych budynków na Kunsthof passage.

Tabliczka informuje, że dotarliśmy do celu - Kunsthof passage!

Najbardziej efektowny - niebieski z rynnami - zasłania nam jakiś zaparkowany samochód. Czekamy jak odjedzie. W międzyczasie znajdujemy na elewacji tabliczkę, która mówi, że warto przyjść gdy pada i posłuchać koncertu jaki daje deszcz, gdy woda przelewa się przez wszystkie rury.

Żółty budynek zdobią metalowe elementy.

Oglądamy też sąsiedni budynek z żyrafą, która zjada ścianę. W końcu właścicielka pojazdu niespiesznie odjeżdża, możemy zrobić zdjęcie i ruszyć dalej.

I najbardziej znany niebieski budynek...

...z finezyjnymi przebiegami rynien po całej elewacji budynku - ktoś miał niesamowity pomysł!

Zwiedzanie Nowego Miasta kończymy w "najpiękniejszej mleczarni świata". Mleczarnia jest przepiękna.

Najpiękniejsza mleczarnia świata...

...Dresdner Molkerei Gebrüder Pfund

Ściany, podłogi i sufity pokrywają ozdobne, ręcznie malowane kafle. Rzeczywiście warto tutaj zajrzeć i napić się szklanki świeżego mleka za 1 euro.

Wszystkie ściany pokryte są kaflami!

Kafle przedstawiają motywy roślinne, maszkarony...

...i oczywiście scenki wiejskiego życia.

Teraz już przenosimy się na Stare Miasto.

Widok na stare miasto z mostu wiodącego przez Łabę.

Klimatyczne uliczki zachęcają do spacerowania.

Najpierw odwiedzamy barokowy luterański Kościół Marii Panny w Dreźnie. Niestety jest zamknięty i nie udaje się wejść do środka.

Kościół Marii Panny w Dreźnie.

Następnie odwiedzamy „Orszak książęcy” w Dreźnie. Jest to malowidło stanowiące największy na świecie ceramiczny obraz ścienny - liczy nieco ponad 100 metrów długości. Ciekawostkę stanowi fakt iż dzieło to przetrwało nalot bombowy w 1945, w wyniku którego pobliskie budynki zostały prawie całkowicie zniszczone.

Malowidło „Orszak książęcy” w Dreźnie.

Przechodzimy obok Katedry Świętej Trójcy w Dreźnie i docieramy do Opery Sempera.

Katedra Świętej Trójcy w Dreźnie ozdobiona licznymi rzeźbami i dekoracjami.

Opera Sempera odbudowywana była trzykrotnie.

Ostatni punkt na naszej mapie zabytków stanowił pałac Zwinger. Jest on zaliczany do najbardziej znaczących budowli późnego baroku w Europie.

Pałac Zwinger to obowiązkowy punkt turystyczny w Dreźnie.

Zatrzymujemy się na chwilę odpoczynku, a następnie ruszamy na posiłek oraz deser. Na placu Altmarkt znajduje się cukiernia Kreutzkamm którą założono w 1825 roku. Niegdyś była cukiernią dworską.

Plac Altmarkt.

W jednym z budynków przy placu mieści się cukiernia Kreutzkamm.

Wstępujemy tam na lokalny przysmak Eierschecke. Ciasto przypominające trochę sernik, trochę ptasie mleczko.

Eierschecke w całej okazałości. Pyszności!

Po posiłku udajemy się jeszcze na spacer do Großer Garten - największego parku w Dreźnie. Park jest bardzo duży i pozwala mieszkańcom chociaż na chwilę oderwać się od zgiełku miasta. Obok parku mieści się Szklana Manufaktura Volkswagena.

Dzień V

Wyjeżdżamy rano z Czech i jadąc przez Niemcy wracamy do Czech. Tym razem kierujemy się do Parku Narodowego Czeska Szwajcaria. Zatrzymujemy się za hotelem Mezni Louka i już na parkingu dostajemy czytelną mapkę z zaznaczonymi szlakami. Najpierw idziemy niebieskim szlakiem, a potem skręcamy w żółty i przemierzamy Dziki Wąwóz.

Lokalizacja: Wąwóz Edmunda

Trasa niebieskim szlakiem w kierunku wąwozu Edmunda.

Soczysta czerwcowa zieleń mchów dodaje tajemniczości napotkanym obiektom.

Po 20 minutach marszu czeka nas przeprawa zieloną łódką. Pan, który steruje tym środkiem transportu, opowiada w języku czeskim i niemieckim historie o tym co mijamy po drodze. Później czeka nas znów 30 minut spaceru do kolejnej przeprawy. Po drodze mijamy restaurację i punkt informacji turystycznej. Trasa wiedzie wśród wysokich skał porośniętych mchem, czasem przez wydrążone w tych skałach tunele.

W Wąwozie Edmunda trasa wiedzie cały czas wzdłuż potoku...

...momentami przechodząc pod skałami...

...czy nawet przez kilka tuneli.

Cały czas poruszamy się wzdłuż rzeki Kamienica, aż docieramy do domku, w którym kupuje się bilet na kolejną przeprawę łódką. Tym razem jest ona dłuższa i ciekawsza, a widoki które nas zauroczyły przywołują na myśl baśnie.

Mieszkańcy tego baśniowego świata.

Znów wysłuchujemy opowieści i anegdot naszego czeskiego przewodnika. Na moment zatrzymujemy się przy jednej ze skalnych ścian i przewodnik pociąga za linę wywołując „wodospad”.

Malownicza trasa wzdłuż której płyniemy łódkami...

...oraz kolejni tajemniczy mieszkańcy.

W wąwozie panuje niesamowity spokój i cisza. Spiętrzona woda porusza się bezszelestnie, a w lesie słychać śpiewające ptaki. Poniżej krótkie ujęcie filmowe ze spływu.

Film z podróży łódką Wąwozem Edmunda.

Gdy dobijamy do „portu” mamy tylko 20 minut marszu do miejscowości Hrensko. Nie jest to jednak koniec naszej przygody. Przeskakujemy na czerwony szlak, żeby zobaczyć Bramę Pravcicką. Na tej trasie jest więcej turystów. Najczęściej słyszymy język czeski, niemiecki i polski. Wszyscy chcą zobaczyć największy w Europie skalny most.

Lokalizacja: Brama Pravcicka

Brama Pravcicka widziana z dołu oraz Zamek Sokole Gniazdo.

Zamek wtopiony jest w skały oraz otaczającą go przyrodę.

Podobnie jak w Bastei, uważamy że większą atrakcją jest oglądać bramę z punktów widokowych, niż być pod nią.

Punkty widokowe na skałach obok mostu.

W dawnych czasach przez most prowadziła trasa turystyczna.

Przy okazji korzystamy z restauracji znajdującej się w Zamku Sokole Gniazdo i zajadamy się tradycyjnym houskovym knedlikiem.

Knedliczki podawane w Zamku Sokole Gniazdo smakują wyśmienicie!

Potem schodzimy w dół czerwonym szlakiem, który z tej strony jest już znacznie łagodniejszy.

Ostatnie widoki na Park Narodowy Czeska Szwajcaria.

Wychodzimy prosto na parking, na którym zostawiliśmy samochód. Tego dnia kierujemy się już do Polski.

Dzień VI

W drodze powrotnej postanawiamy wstąpić jeszcze do zoo we Wrocławiu. Najwięcej czasu spędzamy w oceanarium. Wcale nas nie dziwią zachwyty dzieci, które piszczą na widok rekinów, płaszczek i kolorowych, tropikalnych rybek.

Lokalizacja: Wrocławskie zoo

Wrocławskie oceanarium.

Rafa koralowa pełna kolorowych ryb...

...są też większe okazy...

...płaszczki...

...pingwiny...

...żółwie i wiele, wiele innych zwierząt.

Wyprawa z dojazdami wynoszącymi 1500 km trwała tylko 6 dni. W rzeczywistości mieliśmy wrażenie, że minęło znacznie więcej czasu. Na każdą atrakcję było wystarczająco dużo czasu, jednocześnie nie zdążyliśmy się bardzo zmęczyć. Każde z odwiedzonych miejsc jest bardzo ciekawe i może stanowić temat na oddzielną wyprawę. Polecamy!

Powrót na stronę główną

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!