Śladem przygody

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!

Nie tylko Biegi na Orientację

Oprócz Biegów na Orientację istnieją turystyczne odmiany orienteringu. Jedną z nich jest Rajd na Orientację. Reguły tej zabawy są nieco odmienne od BnO i w dużej mierze zależą od samego organizatora. Dystanse bywają sporo dłuższe niż w BnO, punktów do odnalezienia jest mniej, a mapy są mniej dokładne. Mielecka Impreza Turystyczna jak co roku organizowała kilka tras do wyboru. Dla Rajdu na Orientację było to 8 kilometrów lub 16 kilometrów. Dodatkowo odbywał się Rowerowy Rajd na Orientację oraz biegi przełajowe na kilku dystansach. Bardzo duży wybór jak na jedne zawody. Dzięki temu na każdej trasie było zapisanych relatywnie mało osób. Wraz z koleżanką postanowiliśmy wspólnie wystartować na 16 kilometrowej trasie Rajdu na Orientację.

Rowerzyści, biegacze, orientaliści, wszyscy razem na jednej imprezie.

Ponieważ to impreza turystyczna postanowiliśmy pokonać trasę Rajdu w spokojnym tempie. Nie było to takie proste, bo obowiązywał nas limit czasu wynoszący 3 godziny i 45 minut. Sama bieg mógł się wydłużyć do 20-30 kilometrów zależnie od terenu w jakim będą umieszczone punkty. Mapy Lasów Mieleckich wskazywały, że teren jest z jednej strony górzysty a z drugiej bagienny. Zapowiadało się trudne zadanie. Plan był taki, by popełnić jak najmniej błędów i wybrać najkrótsze możliwe warianty dotarcia do punktów kontrolnych.

Piaszczyste ścieżki i gęsta zieleń zapowiadały trudny bieg.

Start biegu zaplanowany był na 9:15 rano. Na 5 minut przed wyruszeniem dostajemy mapę do analizy. Wpatruję się nią jak zaklęty nie widząc otoczenia i innych zawodników. 5 minut to wystarczający okres czasu dla zawodnika BnO na przeanalizowanie całej trasy. Więc analizuję! Nagle ktoś krzyczy, że można już biec. Ruszyliśmy!

Początek jest piękny. Na starcie mamy skrzyżowanie dróg. Bez zastanowienia biegnę w drogę prowadzącą na zachód zamiast na północ, zasugerowany tym skąd przyjechaliśmy samochodem. Na szczęście koleżanka szybko łapie mój błąd i zmieniamy kierunek biegu. W tym momencie gubimy kartę startową i trzeba wrócić się po nią kilkanaście metrów. Na dodatek wzdłuż ulicy którą biegniemy zainstalowane jest potężne ogrodzenie wygłuszające dźwięki. Nie wygląda by miało się ono kiedykolwiek skończyć. No ale po kolei.

Rzecz pierwsza. Karty startowe. W Rajdach na Orientację używa się ich do podbijania punktów za pomocą perforatorów, bądź spisuje się na nich numery ze znalezionych punktów kontrolnych. Na Mieleckiej imprezie karta startowa jest niezalaminowana. Nie ma więc jak jej przypiąć do smyczy. Musimy trzymać ją w ręce i dodatkowo w folii by nie zamokła. Nie dziwne więc, że kartę można łatwo zgubić. Punkty w Rajdzie na Orientację zdobywamy w dowolnej kolejności. Jako pierwszy na trasie obieramy punkt numer 6, który wydaje się najprostszy do zdobycia. Atakujemy go od ulicy. Problem polega na tym, że w przeciwieństwie do BnO, żadne regulaminy nie mówią jak ma wyglądać mapa. Na mapach Rajdu oznaczenia są minimalistyczne do bólu. Ogrodzenia itp. szczegóły nie są zaznaczone. Biegniemy wzdłuż ulicy i obserwujemy, że ogrodzenie nie kończy się. Widzę pierwsze drzwi. Podbiegam do nich by sprawdzić czy są otwarte. Na szczęście są. Biegniemy dalej licząc, że drzwi będą również w miejscu w którym chcemy odbić w las. Martwi mnie tylko, czy za tym potężnym ogrodzeniem są jeszcze jakiekolwiek leśne ścieżki.

Trasy 16 kilometrowego Rajdu i nasz przebieg.

Na szczęście znajdujemy otwartą bramę przez którą wbiegamy w interesującą nas ścieżkę. Okazuje się, że drogi wciąż istnieją tuż za ogrodzeniem. Biegniemy jedną z nich. Żeby było zabawniej, organizatorzy mówili by nie patrzeć na drogi na mapie bo się wszystko pozmieniało. Aktualność jest sprzed kilkunastu lat. Biegniemy dalej. Z dużą dozą niepewności śledzę otoczenie i mapę. Dobiegamy do pierwszego punktu numer 6. Mostek. To co najważniejsze w takim terenie, to cieki wodne. Często wysychają, ale nie przemieszczają się. Rzadko buduje się też nowe. Tylko one mogą być pewnym punktem odniesienia na takiej mapie.

Dalej do punktu numer 1 biegniemy cały czas na północ. Widzimy skrót na mapie i atakujemy go. Popełniam tutaj błąd, nie wychwytując w porę.. cieku wodnego. Rów z wodą przecinający leśną ścieżkę na takiej mapie oznacza, że będzie piękny mostek albo piękne bagno nie do pokonania. Tutaj było to drugie. Podejmujemy decyzję o wybiegnięciu na asfalt i kolejnej próbie ataku od głównej drogi. Znowu mamy szczęście. Wszędzie były bramy i to na dodatek pootwierane. Idzie nam bardzo płynnie, tylko tempo jest za duże. Jakoś tak nerwowo ruszyliśmy, nie bardzo wiedząc co nas czeka w tym lesie. To chyba przez ten limit czasu czający się nad nami. Wiele Rajdów tego typu pozwala na dłuższe bieganie niż niecałe 4h.

Na szutrówce biegnącej do punktu numer 2 mijają nas rzesze rowerzystów. Dogoniliśmy ich na trasie. Zrelaksowani powoli snują się na swoich rowerach. My cali oblani potem pędzimy do kolejnego punktu walcząc z limitem czasu. Co kto lubi! A słońce daje nam popalić tego dnia. Na szczęście mamy ze sobą wodę. Podbijamy punkt 2 i dalej do 3 poruszamy się wzdłuż czerwonego szlaku turystycznego. Las tego dnia jest niesamowity. Mocno nasycony deszczami z kilku ostatnich dni i wciąż jeszcze niezdeptany przez turystów. Zieleń wręcz kłuje w oczy, a powietrze jest niesamowicie świeże. Moim zdaniem każdy bieg w lesie jest sto razy lepszy od tych odbywających się po ulicach.

Punkt 3 i 7 zdobywamy posiłkując się opisami punktów kontrolnych. W przeciwieństwie do BnO są one opisane słownie. W jednej z poprzednich edycji Mieleckiej Imprezy Turystycznej w ogóle nie było opisów. Na dodatek na MIT same punkty kontrolne nie są lampionami, a kartkami zawieszonymi na drzewach. Są więc mało widoczne. Jak w ogóle udaje się odnaleźć te punkty? Mianowicie są one umieszczone w charakterystycznych i prostych do znalezienia miejscach. Krzyżówki dróg, mostek, ławka w lesie czy szczyt górki.

Połowa trasy za nami. Od 7 punktu biegniemy już w kierunku mety. Poruszamy się nieco wolniej, chłonąc atmosferę leśnego biegu. Nie widzimy rowerzystów ani pozostałych zawodników. Panuje głęboka cisza nieporuszonej niczym leśnej ostoi. Po drodze mijamy liczne tajemnicze ścieżki odbijające od naszej drogi.

4 zdobywamy płynnie. Problem pojawia się przy ostatnim punkcie numer 5. Jesteśmy na miejscu, a punktu nie ma. Opis wskazuje na ścieżkę na szczycie góry, której tam również nie ma. Gdybym zaczął bieg od tego punktu, to jako biegacz BnO przeczesałbym równo las rosnący na górce na którą wskazuje mapa. Byłoby to błędem. Punkty na tym Rajdzie umieszczane są w widocznych łatwo dostępnych miejscach. Kręcimy się chwilę w kółko, sprawdzając czy na pewno jesteśmy tam gdzie potrzeba. Wszystko się zgadza. Nagle znajdujemy małą ścieżkę u podnóża górki. Biegnę nią kawałek. Nie ma punktu, a jestem już zdecydowanie za daleko od miejsca na które wskazuje mapa. W tym momencie pojawia się wątpliwość czy punkt jest dobrze zaznaczony. Biegnę jeszcze kilkadziesiąt metrów ścieżką, która w końcu dociera na szczyt górki. Jest i punkt! Pięknie to było oznaczone, kosztowało nas masę nerwów. Ale udało się.

Zbliża się godzina 13:00. Słońce jest w zenicie. Mocno zmęczeni poruszamy się w kierunku mety. Zegarek wskazuje, że uda nam się pokonać trasę poniżej 3h. Jeszcze kilkaset metrów i jesteśmy. Dobiegamy. 2 godziny i 50 minut oraz prawie 20 pokonanych kilometrów! Piękny czas i dystans jak na taką pogodę i nawigowanie w lesie. Tempo 8:35 na kilometr, zdecydowanie za szybko jak na turystykę! Limit czasu nie pozwolił nam się wyluzować podczas tej imprezy.

Trasa zaliczona, medal zdobyty.

Odpoczywamy w cieniu. Zjadamy kiełbaskę i lody które serwuje Mielecka Impreza Turystyczna. Czekamy na losowanie nagród.

Podium oraz losowanie nagród.

Organizacja zawodów jest dobra. Wszystko odbywa się szybko i punktualnie. Na losowaniu nagród udaje nam się wylosować po paczce dla każdego. Rośnie nam zbiór przydatnych gadżetów biegowo wycieczkowych. Nagród było naprawdę dużo! Prawie każdy coś wylosował. Brawo dla Mieleckiej Imprezy Turystycznej. O godzinie 13:30 było już po wszystkim.

Tego dnia o godzinie 14:00 w Kolbuszowej, w ramach Światowego Dnia Orienteringu, odbywa się spotkanie na Zielonym Punkcie Kontrolnym w Białkówce. Takie mini zawody BnO. Ponieważ jest to po drodze, to nie mogliśmy tam nie wstąpić. Po miłej rozmowie z organizatorem, bierzemy mapę i robimy kolejne 8 kilometrów tego dnia. Tym razem jest to czysty relaksujący spacer wśród zieleni. Dosłownie zieleni, bo wiele razy chodzimy na azymut i przedzieramy się przez bujną majową przyrodę. I nie dosłownie relaksujący, bo jesteśmy naprawdę zmęczeni poprzednim biegiem. Mimo to pokusa odnajdowania punktów w lesie była zbyt wielka, by odpuścić. Wystarczy chcieć znaleźć przygodę! I znów się powtórzę. Szkoda, że tak mało osób przyjechało na BnO do Białkówki. Po przebyciu trasy, dostaliśmy dyplom ukończenia i uczestnictwa w Światowym Dniu Orienteringu. Kolejna pamiątka do kolekcji.

Podsumowując, jeżeli długie wybiegania nam się już przejadły, warto dać szansę Rajdom na Orientację. Zapewniam, że tutaj nudy nie będzie, za to na pewno nauczymy się czegoś pożytecznego. Czyli nawigowania i obsługi kompasu. Rajdy są doskonałe na początek, bo nie wymuszają na orientalistach poruszania się na azymut po lesie. Nawigujemy głównie ścieżkami i drogami leśnymi. Są dobrym wstępem do Biegów na Orientację lub po prostu zaprawą dla turystów, którzy chcieli by pewnie poruszać się z mapą po terenie leśnym. Biegacze również znajdą tutaj coś dla siebie, walka o podium nie jest lekka. Najważniejsze, to chcieć się ruszyć z domu! Przygoda zawsze na nas gdzieś czeka.