ŚLADEM PRZYGODY

Marcin Siwek

Jak sandomierski cydr uratował nam skórę

Pojawił się pierwszy i jedyny słoneczny dzień tegorocznej majówki. Postanawiamy wyruszyć na wycieczkę biegową. Planujemy przebiec 20 - kilometrową trasą po której odbywają się Sandomierskie Biegi „Kwitnących Sadów.

Lokalizacja Sandomierz

Sandomierz w majówkę!

Wcześnie rano docieramy na miejsce. Bierzemy kawałek papierowej mapy i ruszamy w trasę. Najpierw do pokonania mamy Wąwóz Królowej Jadwigi. Kawałek później biegniemy wzdłuż zabudowań, a następnie wbiegamy na wzgórze Salve Regina. Wzgórze to przypomina kopiec o wysokości kilkunastu metrów. Istnieje wiele opowieści na temat jego genezy i historii. Jedna z nich głosi, że w dawnych pogańskich czasach okoliczna ludność odbywała na tym wzgórzu jakieś religijne obrzędy. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa, w celu zatarcia pamiątki pogańskiej, nadano temu wzgórzu nazwę Salve Regina. Inna teoria mówi, że pochowano tutaj zamordowanych dominikanów. Obecnie na szczycie wzgórza stoi kamienna kapliczka. Zwieńczona jest krzyżem i ozdobiona płaskorzeźbą Matki Boskiej, pod którą widnieje napis "Salwe Regina Monstra Te esse Matrem" Ze wzgórza rozciąga się przepiękny widok na dolinę Wisły oraz okoliczne sady uprawne.

Robimy pamiątkowe ujęcie i ruszamy w dalszą drogę. Drogę, która po paru następnych kilometrach zaczęła się nam plątać. Im głębiej wbiegamy w sady tym trudniej znaleźć właściwą ścieżkę. Problem stanowiła bardzo kiepska mapa niezawierająca żadnych szczegółów otoczenia. Błędnie założyłem, że takie coś nam wystarczy do nawigacji. Żeby było zabawniej, to nie mieliśmy kompasu. I tak zaczęła się wielka improwizacja. Na dodatek nieoczekiwanie zimny dzień stał się bardzo ciepłym dniem. Ale wszystko to było nieważne wobec pięknej przyrody i magicznych miejsc, które odkrywaliśmy za każdym mijanym zakrętem. Świeżo wyrośnięta trawa, kwitnące jabłonie, wiśnie oraz inne drzewka owocowe. Do tego kwitnące mlecze pod nogami oraz zapach bzów. W skrócie jak to wyglądało można zobaczyć na filmie poniżej.

Film z wycieczki biegowej po sandomierskich sadach.

Górki i sady bardzo ograniczają widoczność. Tworzą swoiste labirynty, które są niesamowicie urokliwe, a jednocześnie bardzo zdradliwe. Ścieżkę gubimy kilkakrotnie. Przez co cała wyprawa zajęła więcej czasu niż się spodziewaliśmy. Na dodatek przez słońce i grube ubiory bardzo nam się chciało pić! Ania pod koniec biegu marzy o niczym innym jak tylko o mecie z sandomierskim cydrem. Mija 20 kilometr biegu. Zbiegamy Wąwozem Królowej Jadwigi. Ku naszemu wielkiemu szczęściu, na dole widzimy pana sprzedającego lodowaty cydr prosto z beczki! I w tym miejscu kończy się szczęśliwie nasza trasa biegowa. Dawno nic nie smakowało tak dobrze, jak lodowaty cydr tego dnia!

Powrót na stronę główną

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!