ŚLADEM PRZYGODY

Marcin Siwek

Słowacja w skrócie

6 dni. Tyle czasu byliśmy na Słowacji wliczając w to podróż. Czy przez tak krótki okres czasu można zwiedzić ten kraj? Przekonajcie się sami czytając poniższą relację ze wszystkich dni, które tam spędziliśmy.

Dzień I

„Dolina Śmierci” upamiętnia krwawą bitwę pancerną, która miała miejsce w tym rejonie jesienią 1944 r. pomiędzy wojskami Armii Czerwonej a oddziałami Wehrmachtu. Miejsce to znajduje się kilkanaście kilometrów za dawnym przejściem granicznym w Barwinku. Na muzeum pod chmurką składają się czołgi niemieckie i sowieckie na otwartym polu ustawione w bojowym szyku.

Słowacka „Dolina Śmierci”.

Można odnieść wrażenie, że znajdujemy się na polu walki. Atrakcja jest bezpłatna. Do każdego eksponatu można podejść, zrobić zdjęcie, a podobno do niektórych nawet wejść do środka. My tego nie próbowaliśmy, weszliśmy jedynie na drewnianą platformę widokową. Co ciekawe, pomiędzy czołgami wypasane są stada krów.

Podobno można wejść do środka niektórych czołgów.

Wokół eksponatów pasą się krowy.

Bardejovskie Kupele to jedno z najpiękniejszych uzdrowisk na Słowacji, w którym dostępne są 2 źródła wód mineralnych w Parku Zdrojowym i kolejne 8 w Pijalni Wód. Leczyła się tutaj sama cesarzowa Elżbieta (Sissi) – małżonka Franciszka Józefa I. Jest cicho i spokojnie. Miejsce w sam raz na spacer. Woda, jak to uzdrowiskowa, ma charakterystyczny zapach i smak.

Hotel w Bardejovskich Kupelach.

Pijalnia wód.

Bardejów jest jednym z najstarszych miast na Słowacji wpisanym na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Centralnym miejscem jest prostokątny rynek z zabytkowymi kamienicami i dawnym ratuszem. Spacerujemy po rynku, znajdujemy pomnik kata. Zaglądamy też do kościoła św. Idziego, gdzie oglądamy słynne 11 ołtarzy. To najcenniejszy zabytek miasta.

Rynek w Bardejowie...

...i zabytkowe kamiennice.

Na koniec zaciekawieni idziemy też na uliczkę Johna Lennona.

Dom oblepiony tabliczkami na ulicy Johna Lennona.

Mural poświęcony Beatlesom.

Spiskie Podgrodzie to doskonała baza wypadowa do zwiedzania okolicy. Na wzgórzu nad miastem wznoszą się ruiny średniowiecznej twierdzy. Jeden z największych zespołów zamkowych w Europie Środkowej, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, zrobił na nas ogromne wrażenie. Zwłaszcza nocą. O tym napisane zostało w osobnym wpisie.

Spiskie Podgrodzie i ruiny zamku na wzgórzu.

Dzień II

Dedinky to miejscowość, którą mijamy w drodze do Dobszyńskiej Jaskini Lodowej. Zatrzymaliśmy się tu dlatego, że spodobała nam się Palcmanska Masa – sztuczny zbiornik wodny wokół którego znajduje się kompleks obiektów wypoczynkowych.

Dedinky wraz z otaczającym je zalewem.

Widok na miasteczko z góry.

Dobszyńska Jaskinia Lodowa należy do najcenniejszych jaskini lodowych na świecie. Jest najbardziej popularna i najczęściej odwiedzana. Poczuliśmy się w niej jak w krainie lodu.

Słowacki Raj – o tym był oddzielny wpis.

Dzień III Wymeldowujemy się ze Spiskiego Podgrodzia.

Levocawpis o Levocy.

Spiskie Podgrodzie i zamek Spiski po raz drugi zwiedzamy w dzień. Tym razem oglądamy dziedziniec, później wnętrza (m.in. salę tortur) i ekspozycje muzealne.

Zamek Spiski za dnia...

...oraz jego tajemnicze komnaty.

Wchodzimy również na zamkową wieżę skąd można podziwiać niesamowity widok na okolice. W dzień to miejsce przynosi nieco inne wrażenie niż w nocy. Jednak wciąż najbardziej zachwyca nas samo położenie zamku.

Widok z wieży na dziedziniec zamku.

Wokół zamku są tylko pola i kilka małych miasteczek.

Dzień IV

Ścieżka w koronach drzew. Docieramy tutaj z samego rana. To była bardzo dobra decyzja. Bo gdy my już wracaliśmy to tłumy turystów próbowały właśnie dostać się na parking i czekały w kolejce do kasy. Trasa ścieżki ma długość 600 metrów. Znajdują się na niej stacje i tablice z różnymi ciekawostkami.

Ścieżka na początku wygląda zupełnie niewinnie.

Im dalej się poruszamy, tym wyżej nad koronami drzew się znajdujemy.

Wysokość wieży widokowej na końcu ścieżki to 32 metry. Na jej szczycie znajduje się specjalna siatka, po której spacerujemy na „miękkich” nogach. Można stąd podziwiać pasma i szczyty górskie, które są opisane na tabliczkach.

Widok z wieży na Tatry i okolice.

Siatka na szczycie wieży mocno działa na wyobraźnię turystów.

Szczyrbskie Jezioro to jezioro w słowackich Tatrach Wysokich. Zamierzamy je obejść dookoła ścieżką spacerową o długości ok. 2,5 km i podziwiać tatrzańską panoramę. Mijamy liczne hotele, restauracje, jakieś SPA. Wstępujemy na typowo słowackie danie do wyszukanej wcześniej w Internecie restauracji „Furkotka” – bardzo przyjemne miejsce ze smacznym jedzeniem, które polecamy.

Szczyrbskie Jezioro w pochmurny dzień wyglądało niesamowicie.

Hotel nad jeziorem.

Tego dnia docieramy do miejscowości Terchova, gdzie zatrzymujemy się na nocleg.

Dzień V

Cicmany to wieś, w którym są drewniane domy zdobione charakterystycznym, białym ornamentem. Podobno tych domów jest 136 i były tak zdobione przez mieszkanki miejscowości wapnem mającym chronić budynki przed wilgocią i niszczeniem.

Ozdobione domy w Cicmanach...

...ponoć jest ich 136.

Oprócz nas jest zaledwie paru turystów. Najbardziej reprezentacyjny jest Dom Radena. W centrum są dwie małe restauracyjki i sklepik. Akurat zamknięty w czasie naszej wizyty. Zaglądamy więc do środka przez okienka. Dostrzegła nas właścicielka i wpuściła do środka. A tam można kupić swetry, sukienki, czapki, skarpety, rękawice, koszulki… I to wszystko we wzory z Cicman. Zaopatrzyliśmy się w buffa.

Nawet domki stojące na uboczu wioski są ozdobione.

Doszukujemy się też kilku ciekawostek. W czasie Igrzysk Olimpijskich kadra narodowa Słowacji nosiła stroje narodowe z motywami z Cicman. Przez tą miejscowość przebiega trasa Maratonu Rajeckiego.

Motywy ozdobne z Cicman.

Rajecka Lesna – chcieliśmy zobaczyć słowackie Betlejem, ale niestety nie udało się, bo na miejscu okazało się, że akurat w poniedziałki jest zamknięte. W zamian za to wstępujemy na ruiny zamku Lietava. Trwają na nim prace konserwatorskie i mimo, że przy wejściu znajduje się tabliczka „Wstęp na własne ryzyko” to spotykamy też innych turystów, którzy tu zaglądają.

Z dołu zamek Lietava wyglądał przerażająco.

Remont zamku psuł jego klimat, ale widok był wspaniały.

Terchova – tutaj urodził się Juraj Janosik, karpacki zbójnik i bohater słowacki. W centrum miejscowości postawiono jego pomnik. Wybieramy się zobaczyć ten monument w drodze do lokalnego browaru Vrsky.

Pomnik Janosika na tle zachodzącego słońca.

Dzień VI

Janosikowe Diery, czyli „Janosikowe Dziury” położone są w Parku Narodowym Małej Fatry. Na początku myśleliśmy że to łatwa trasa dla dzieci, później zaczęły się schodki, mostki, drabinki, śliskie skały z łańcuchami…

Początkowo trasa wyglądała na łatwą...

...ale im dalej w góry, tym wyższe drabinki.

Trasa stawała się trudniejsza, ale tym samym coraz bardziej atrakcyjna. Bardzo przydały nam się kijki trekkingowe. Po każdej ominiętej przeszkodzie pojawiala się radość z jej pokonania, ale też niepewność co nas czeka dalej.

Widok na Velky Rozsutec.

W ten dzień skierowaliśmy się już do Polski. Po drodze trochę tylko pogubiliśmy drogę i wyjechaliśmy w Czechach.

Na Słowacji zaskoczyły nas romskie wioski. Szczególnie dużo ich jest na wschodzie kraju. Brudne, zaniedbane, zaśmiecone. Bardzo kontrastują one z resztą regionu, który jest zadbany i czysty.

Jakich dań spróbowaliśmy na Słowacji? Najbardziej popularną potrawą są Haluszky. Są to drobne kluseczki z ciasta ziemniaczano-mącznego przecierane przez sito, podawane z bryndzą, polane roztopioną słoniną i skwarkami.

Haluszky.

Posmakowały nam również pirohy gazdovske – pierogi z owczym serem, bekonem i podawane z kwaśną śmietaną.

Pirohy gazdovske.

Słowacja jest niedużym krajem i jak widać można go objechać w zaledwie kilka dni. Z drugiej strony, jest na tyle ciekawym krajem, że można do niego wracać nieraz. A co najważniejsze z Polski jest do niego bardzo blisko. Polecamy!

Powrót na stronę główną

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!