Śladem przygody

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!

Wyprawa bez początku i zakończenia

Nie wiem kiedy, zaczęła się ta wycieczka. Nagle byłem w samochodzie i jechałem przed siebie. Bez planu, bez mapy, bez niczego poza koszykiem z suchym prowiantem. Pogoda była nieprzyjemna. Wiał lekki wiatr, momentami padał śnieg plus rozpoczął się okres mrozów. Było około minus siedmiu stopni na dworze.

Trudne warunki na drodze uniemożliwiały szybką jazdę. Generalnie to unika się jeżdżenia w taką pogodę. Ja jechałem po zaśnieżonych drogach dobrą godzinę. Prosto przed siebie. Plan, a raczej chwilowy pomysł pojawił się nagle, tak jak nagle pojawiłem się w miejscowości Kalenne.

Na rozdrożu dróg w opustoszałej miejscości Kalenne.

Zatrzymuję auto. Wysiadam i idę obok polany gdzie jeszcze kilka lat temu stała leśniczówka. Spontanicznie postanowiłem udać się w kierunku Darnowa od strony południowej. Powolnym krokiem snuję się po zaśnieżonej drodze. Dzień jest długi, a plan nie istnieje. Nic nie muszę ale mogę wszystko.

Ku mojemu zdumieniu nagle mija mnie auto. Zostawia jedyny tego dnia ślad na drodze. Kierowca na pewno zastanawiał się, co tutaj robię w taki dzień. A ja dalej przemieszczam się nie śpiesząc się zupełnie. W oddali widzę stary przydrożny krzyż.

Drewniany krzyż przy drodze.

Wysoki, drewniany, stoi tutaj niewzruszony każdego dnia. U dołu otoczony drewnianym płotkiem i przyzdobiony typowymi plastikowymi ozdobami.

Jak się okazuje krzyż bardzo stary.

Na krzyżu widnieje data 1939. Czy to możliwe, aby był tak stary i tyle lat wytrzymał stojąc w lesie bez żadnej osłony?

Figurka Jezusa Chrystusa na Krzyżu.

Figurka Jezusa Chrystusa również odpadła. Niestety jest tak wysoko, że nie ma żadnej szansy jej poprawić. Panuje absolutna cisza. Zamarźnięty uśpiony świat nie odzywa się do mnie ani jednym słowem.

Uśpiona przyroda czeka na ciepłe dni.

Idę w kierunku Darnowa. Jest zimno, bardzo zimno. Muszę przyśpieszyć bo marzną mi ręce i nogi. Przemierzam przypadkowe ścieżki w przypadkowych kierunkach. Pod nogami trzeszczy i pęka lód z licznych zamarźniętych kałuż. Docieram do miejsca gdzie lodu jest coraz więcej. Rozpoczyna się bagienny obszar Darnowa. Niestety jest coraz zimniej. W oddali słyszę strzały. Myśliwi zakłócają idealną ciszę dnia.

Idę tak dłuższą chwilę i nagle zawracam. Bez planu, po prostu tak jak poczułem. Spontanicznie. Wsiadam do auta i znów jadę w innym kierunku.

Bez celu snuję się po mroźnych leśnych alejach.

Docieram nad zadaszenia znajdujące się przy stawach. Muszę się jakoś rozgrzać plus jestem trochę głodny. Wyjmuje niezawodną kuchenkę Prymus z lat 80 produkcji ZSRR. Dolewam benzyny, podpalam i czekam aż zagotuje się woda na zupę. Szum pracującego Prymusa jest bardzo donośny. Nie, to raczej wina absolutnej ciszy. Woda długo się gotuje. Jest coraz zimniej. Jutro ma być ponad 10 stopni na minusie.

Niezawodny zestaw na zimne dni.

W końcu udaje się ugotować wodę. Zjadam porcję zupy i dalej siedzę. Mógłbym iść, ale w sumie po co. Znów zapanowała absolutna cisza. Nagle z nieba zaczął padać gęsty śnieg. Całkowicie bezgłośnie. Stworzyło to iście surrealistyczny widok. Tyle ruchomych obiektów i żadnego najmniejszego dźwięku. Siedzę i wpatruję się w to widowisko. Siedzę i siedzę. Mimo zimna.

Śnieg sypie coraz mocniej.

Ruszam w kierunku stawów. Tam na pewno będzie jeszcze zimniej.

Droga ginąca gdzieś na rozległym obszarze, który zajmują stawy.

Po drodze mijam kolejny krzyż. Ten nie ma daty, ale wygląda na równie stary. Trzeba będzie zobaczyć, czy krzyże te widnieją na mapach z lat trzydziestych.

Kolejny krzyż.

Znaki upływającego czasu.

Zawieszona tuż obok na drzewie mało widoczna kapliczka wita zmęczonego wędrowca.

Kapliczka wisząca na drzewie.

Wędruję wśród stawów. Jedna ścieżka, druga ścieżka, trzecia ścieżka. Wybieram je przypadkowo chodząc zygzakami. Stawy wyglądają podobnie. Wieje wiatr a śnieg utrudnia wędrówkę. Ciężko zrobić jakiekolwiek zdjęcia, bo aparat chwilę po wyjęciu z torby staje się cały mokry.

Spuszczona woda w stawie.

W wielu stawach nie ma wody. W jednym z nich przepływająca woda utworzyła miniaturowy strumień, który z bliska nie wygląda na dużą rzekę.

Resztki płynącej wody na dnie stawu utworzyły miniaturowy strumień.

Po innym stawie z zamarźniętą wodą przechadzało się jakieś stworzenie.

Czyje to ślady widnieją na stawie?

Z każdą minutą robi się zimniej i ciemniej. Mimo to wędruję dalej. Bo mogę. Tak po prostu.

Świat zbudowany ze struktur fraktalnych.

Dużo czasu zajmuje mi robienie zdjęć. W tej jednolitej pustce staram się wynaleźć interesujące detale, które skrywa przed nami przyroda.

Świerki spowiłe drobinami śniegu.

Ręce mam już mocno zmarźnięte. W pogoni za dobrym kadrem próbuję zejść odrobinę do rowu z wodą. Klasycznie zsuwam się na dół i wpadam do niego w całości. Ale zdjęcie zrobiłem.

Przyroda nie wygląda jakby miała kiedykolwiek się obudzić do życia.

Nagle tak jak jak przyjechałem tak zacząłem wracać. Jadę, a raczej snuję się powoli autem.

Podróż do domu.

A może nigdy nie wróciłem z wycieczki? Myślami zawsze w podróży, gdzieś tam daleko wędruję w czasoprzestrzeni.

Lodowymi rynnami, aż po horyzont świata.

Czy ta wyprawa była jakaś szczególna? Wyjątkowa? Zaskakująca? Nie. Ot zwykłe plątanie się bez celu. Ale jakże wyciszające dla duszy. Jakże inne od pędzącego świata, który goni nie wiadomo dokąd.

W przeszłości uważałem że sezon wycieczkowy zaczyna się wiosną a kończy jesienią. Obecnie uważam że trwa cały rok. Zła pogoda istnieje tylko w głowie. Owszem, bywa że jest zimno, bywa że jest mokro i bywa że jest nieprzyjemnie. Jakie są więc plusy takich wycieczek? Przede wszystkim zmienność. W zimie miejsca znane stają się nieznane. Wszystko jest szare, bure bądź białe. Pozwala to dostrzec szczegóły, których latem nie zobaczymy. Tak jak na przykład tropy zwierzyny. A jeśli zmarźniemy to dobrze. Bardziej docenimy urok ciepłego domu. Jeśli nie mamy pomysłu na wycieczkę to też nic nie szkodzi. Wsiadamy i jedziemy, gdzieś tam gdzie nas droga powiedzie. Aż po horyzont. Śladem przygody.