Śladem przygody

O stronie

Każdy z nas marzy o tym, by choć raz w życiu przeżyć niesamowitą przygodę. Ów przygoda często kojarzona jest z czymś wielkim, odległym i nieosiągalnym dla zwykłego śmiertelnika. Tymczasem prawdziwa przygoda może skrywać się w Miejskim Parku za rogiem bloku, w małym lesie nieopodal albo nawet w samym mieście. Wystarczy chcieć ją zobaczyć. Zapraszam na skromną stronę poświęconą turystyce niekoniecznie konwencjonalnej. Podążmy śladem przygody!

Podniebny hologram.

Poruszamy się autostradą D1 z Preszowa w kierunku Liptowskiego Mikulaszu. W pewnym momencie naszym oczom ukazuje się ogromne wzgórze, a na wzgórzu konstrukcja górująca nad całą okolicą. To Zamek Spiski, leżący obok Spiskiego Podgrodzia, które jest celem naszej dzisiejszej podróży.

Lokalizacja Zamku Spiskiego.

Zamek jest ogromny. Nie zdawaliśmy sobie sprawy jak bardzo. Wrażenie to potęgowane jest przez okolicę. Okolicę, która nie jest zarośnięta ani zabudowana. Przy zamku nie ma kompletnie zabudowy. Miejscowości znajdują się tam gdzie znajdowały się kiedyś. Sceneria jest prawdopodobnie bardzo podobna do tej z Średniowiecza. Jadąc tutaj, nie zdawaliśmy sobie sprawy jak niesamowite będzie to miejsce.

Niezmieniony od lat widok na Zamek ze Spiskiego Podgrodzia.

Zbliża się wieczór i robi się ciemno. Dojeżdżamy do Spiskiego Podgrodzia. Zatrzymujemy się w centrum i wysiadamy by zrobić pierwsze zdjęcia. Spiskie Podgrodzie to stara miejscowość nad którą górują ruiny historycznego zamku. Widok ten jest nieprawdopodobny. Oprócz kilku elektrycznych lamp i kampera, który akurat zatrzymał się w kadrze zdjęcia, widok jest niezmienny od wielu lat. Można to zobaczyć przeglądając archiwalne fotografie Spiskiego Podgrodzia i zamku w Internecie.

Robi się coraz ciemniej. W końcu dojeżdżamy do naszego miejsca noclegu. Szybko się wypakowujemy i pytamy właściciela, czy zamek jest nocą oświetlony. Miły Pan odpowiada, że tak jak najbardziej. O 21:00 zapala się oświetlenie ruin zamku. Chwilę później zapada kompletna ciemność i nic już nie widać. Czekamy.

Tuż przed godziną 21:00 zapalają się światła i naszym oczom ukazuje się monstrualny hologram umieszczony gdzieś wysoko ponad miastem. Hologram ten wydaje się lewitować w powietrzu. Widok jest hipnotyzujący, czy wręcz surrealistycznie nierealny. Co można zrobić z takim hologramem? Otóż dotknąć go własną ręką! W nerwowym pośpiechu szukamy czołówek. Zakładamy ja na głowę i ruszamy w ciemność. Przez miasto, którego kompletnie znamy. Przez ścieżki, które niekoniecznie istnieją. Wiedzeni intuicją poruszamy się na azymut w ciemności. I tak rozpoczyna się kolejna przygoda.

Podniebny hologram.

Nie wiemy czy w ogóle da się dotrzeć do zamku po ciemku. Nie wiemy też, czy można go zwiedzać w nocy. Generalnie to mało co wiemy. Ale w końcu na tym polegają przygody. Ruszamy w drogę!

Pierwszy odcinek wiedzie przez miasto w kierunku południowym. Czujemy lekki strach, gdyż jest ciemno a my kompletnie nie znamy tego miejsca. Mimo to wiedzeni ciekawością energicznie poruszamy się w wyznaczonym kierunku. Docieramy do parkingu. Jest tutaj bardzo pusto i ciemno. Na parkingu stoi tylko jedno auto. Za autem widzimy zarysy ścieżki, która wiedzie pod górę w kierunku zamku. Droga po kilku metrach ginie w absolutnym mroku. Jedynym punktem odniesienia jest hologram zamku lewitujący wysoko ponad nami. Gdyby nie czołówki nie było by najmniejszej szansy dotrzeć do zamku. Dobrze, że je zabraliśmy! Ruszamy w dalszą drogę.

Zdjęcia kompletnie nie oddają wielkości zamku.

Ścieżka zaczyna wieść mocno pod górę. W oddali na tle murów widzimy poruszające się punkty świetlne. Turyści? ochrona zamku? Nie mamy pojęcia, ale to dobrze, że nie będziemy tam sami. Może nawet uda się obejść zamek na około, skoro ktoś tam wędruje. Idziemy dalej. Chwilę później droga się urywa. Na naszym szlaku wyrastają drobne skałki. Zaczyna się nieco wspinaczki. Może wspinaczka to złe określenie ale w kompletnej ciemności nawet małe skałki stanowią wyzwanie. Cały czas idziemy do góry. Zostawiamy Spiskie Podgrodzie mocno w tyle. Po drodze mija nas grupa turystów schodzących na dół. Poczuliśmy się nieco raźniej.

Po niecałej godzinie zbliżamy się do murów zamku. W okolicy nie widać już ani jednego turysty oprócz nas. Niestety nie ma też wyraźnej trasy wokół zamku. Są tylko lekko wydeptane drobne ścieżki w wysokiej trawie. Zupełnie nas to nie zraża. Zgodnie z planem próbujemy iść wokół zamku. Oświetlając teren czołówkami poruszamy się po rożnych wariantach trasy, raz bliżej murów zamku a innym razem dalej. Trzeba uważać, by nie trafić na jakąś przepaść. Jest noc, a my kompletnie nie znamy tego terenu. Nie mamy też pojęcia czy uda się obejść zamek na około. Może zatrzymają nas po drodze wysokie skały albo inne przeszkody.

Widok na Spiskie Podgrodzie spod murów zamku. Jesteśmy naprawdę daleko od domu.

Momentami na niebie zza chmur wyłania się księżyc. Noc jest ciepła. Jedynym ruchem w okolicy są liczne ćmy latające nerwowo przy wielkich lampach oświetlających ruiny. Spoglądamy na zamek. Przyglądam się dłuższą chwilę otworom okiennym w zamku. Bije z nich mrok mocno kontrastujący z oświetlonymi murami. Nie mogę spuścić wzroku z ów okien. Przyglądam się im oczekując, że kogoś tam zobaczę. Atmosfera nocy powoduje uczucie, jakby ktoś albo coś miało się tam za chwilę pojawić i złowieszczo na nas spojrzeć. Mimo iż stoimy pod samymi murami, okna są bardzo daleko. Nawet jakby coś się tam pojawiło, nie rozpoznalibyśmy co. Poczułem przechodzące ciarki po plecach.

Tajemnicze okna zamku.

Poruszamy się wzdłuż niekończących się murów. Zamek jest znów większy, niż wydawał się na dole. Jego wielkość zmienia się wraz z miejscem gdzie się znajdujemy. Podróżujemy nie mogąc dotrzeć do celu. Może to rzeczywiście tylko hologram? Wciąż nie dotknęliśmy murów zamku!

Wraz ze zbliżaniem się do zamku zwiększa się jego rozmiar.

Po długiej i ciężkiej drodze docieramy do podnóża zamku. W tym momencie.. przestajemy widzieć zamek. Zaczynają zasłaniać go skały, na których ten się znajduje. Dalsza droga może być niemożliwa. Nie wiemy też co znajduje się za zamkiem. Do tego dochodzi czas jaki zajęło nam dotarcie do tego miejsca. Postanawiamy zawracać.

Skalne podnóże zamku.

Wolnym tempem ruszmy w trasę powrotną. Z powodu panującego mroku wybieramy zupełnie inne ścieżki niż poprzednio. Nie sposób dwa razy trafić w to samo miejsce. Co jakiś czas spoglądam przez plecy, czy w oknach nie pojawiła się jakaś sylwetka.

Gdy księżyc jest w pełni w okolicy zamku przechadzają się zjawy..

W drodze powrotnej podchodzimy do bramy by dotknąć zamku własnymi rękoma. Na bramie trafiamy na tabliczkę na której widnieje.. pistolet, pies oraz podpis obiekt strzeżony. Znowu ciarki na plecach! Widzieliście kiedyś aby na tabliczkach ostrzegawczych straszono pistoletem? To, że zrobiło się nieprzyjemnie to mało powiedziane. Szybko dotykamy ręką zamku by sprawdzić czy istnieje naprawdę. Teraz możemy wracać na dół.

Tabliczka ostrzegawcza na zamku.

Mija kolejna godzina wędrówki i jesteśmy z powrotem w domu

Spiskie Podgrodzie następnego dnia.

Wyprawa była niesamowita. Brak znajomości terenu, genialne oświetlenie zamku, jego ogromny rozmiar i położenie zbudowały niepowtarzalny klimat wyprawy. Jeżeli są rzeczy nie powtarzalne w życiu, to była jedna z nich. Dlatego, że wszystko to wyszło zupełnie spontanicznie.